Beskidy,  Górskie wędrówki

Na Rajdzie Przetrwania czasami najtrudniej jest przetrwać bez …

Z roku na rok, Rajd Przetrwania w moim wykonaniu coraz bardziej odchodzi od swojej tytułowej trudności. 2 lata temu, pierwszy z dni rajdowych miał 32 km, 1800 m przewyższeń i zajął nam 12 godzin. Rok temu ze względu na trudność, do mojej grupy zapisały się tylko 2 osoby (jedna zdecydowała się na to kilka godzin przed startem) i udało mi się na Śnieżkę wyjść 3 razy w ciągu 2 dni. W tym roku zrobiliśmy w dwa dni tylko 23 km i był to najlżejszy rajd z koła PTTK przy UEKu na jakim byłem (i zdecydowanie najlżejszy jaki prowadziłem!), a wszystko wyglądało tak.

Podobnie jak na poprzednim rajdzie Asia, tym razem ja, stałem się przewodnikiem troszkę przez przypadek. Z dużym wyprzedzeniem wiedziałem, że Rajd Przetrwania 2015 odbywać się będzie w Beskidzie Śląskim, w którym jeszcze nigdy nie byłem. W ciemno stwierdziłem, że najprzyjemniej będzie nam zapisać się do grupy Byczego, z którym w PTTKu łączą mnie same dobre wspomnienia. Szybko okazało się, że Byczy chętnie podzieli się z kimś obowiązkami bycia przewodnikiem, a ja zostałem zapisany jako współprowadzący grupę.

Rajd, jak to zazwyczaj bywa, rozpoczął się w sobotę rano na UEKu. Tym razem mieliśmy do dyspozycji autobus uczelniany, który miał każdą z grup odwieźć na miejsce startu. Spośród trzech grup, nasza rozpoczynała trasę najdalej, dlatego po niecałych 2 godzinach zostaliśmy w autobusie sami. Jak wielkie było nasze zdziwienie, gdy na serpentynach za Szczyrkiem, autobus zjechał na pobocze i tam się zatrzymał. Kierowca powiadomił nas, że dalej nie pojedziemy, bo autobus ma awarię. Nie wiedzieliśmy czy Kierowca poradzi sobie sam z awarią, więc pozostaliśmy z nim w autobusie przez następną godzinę. W międzyczasie zjedliśmy drugie śniadanie. Niektórzy pozwolili sobie nawet na nieco wykwintności…

IMG_9832

Po upewnieniu się, że Kierowca da sobie radę sam, a także po zjedzeniu śniadania, udaliśmy się zmodyfikowaną trasą w stronę naszego noclegu. Awaria autobusu wymusiła na nas odwrócenie trasy. Podeszliśmy, więc asfaltem do Przełęczy Salmopolskiej, skąd czerwonym szlakiem wspięliśmy się na Malinowską Skałę. Po drodze kilkukrotnie rozgrzewaliśmy się płynnym prowiantem, by łatwiej było nam pokonać panujące warunki atmosferyczne – dość silny wiatr i wysokie zachmurzenie.

IMG_9842
Serpentyny do Przełęczy Salmopolskiej

IMG_9843

IMG_9866

IMG_9864

IMG_9863

Na Malinowskiej Skale zrobiliśmy dłuższą przerwę na drugie śniadanie (w myśl zasady, że śniadanie to najważniejszy posiłek, a w górach trzy drugie śniadania to norma) oraz fotki. 😉

IMG_9871

IMG_9875

IMG_9880
Oczko wypatrujący Skrzycznego

IMG_9884

IMG_9890

IMG_9893

Gdy ruszyliśmy zielonym szlakiem z Malinowskiej Skały, słońce zaczęło świecić pełnią sił, wiatr natomiast nie ustał. Dotarłszy na Baranią Górę (1220 m n.p.m.), mieliśmy poważne wątpliwości czy wiatr nas stamtąd nie zwieje. Na szczęście złapaliśmy się wieży i udało nam się utrzymać na nogach. 😉

IMG_9894
Nasza grupa na trzecim “drugim śniadaniu” 🙂
IMG_9917
Widok z Baraniej Góry w stronę północno-zachodnią
IMG_9926
Widok z Baraniej Góry w stronę południowo-wschodnią
IMG_9928
Widok z Baraniej Góry w stronę południową
IMG_9930
Wieża na Baraniej Górze

Po krótkiej przerwie udaliśmy się na obiad do schroniska Przysłop, a następnie do Chatki AKT na Pietraszonce. Tam spotkała nas druga przygoda tego wieczoru. Chatkowy napsuł nam sporo krwi i wiele można by napisać o tym, jak nieprzyjemna atmosfera została przez niego stworzona. Nie wdając się w szczegóły napiszę, że wszyscy spaliśmy po dwie osoby na jednym łóżku, kilkanaście osób na podłodze, a 2 osoby na zewnątrz w namiocie (przy temperaturze w okolicach 0 stopni), gdyż Chatkowy nie tylko nie znał słowa rezerwacja, ale również był w swych osądach i respektowaniu regulaminu bardzo radykalny…

IMG_9936

IMG_9939
Schronisko Przysłop

IMG_9944

Niedzielny poranek przywitał nas śniegiem, który spadł w nocy oraz delikatną mżawką. Pogoda nie zachęcała do marszu i tym bardziej cieszyliśmy się, że nie musimy już wychodzić na Baranią Górę (jak to pierwotnie mieliśmy w naszym planie). W zamian za to, ruszyliśmy dalej zielonym szlakiem i zeszliśmy nim do Istebnej. Po drodze popijaliśmy płynny prowiant, który pozostał nam po abstynenckiej nocy i lekkim krokiem udaliśmy się na wyczekiwaną przez niektórych pizzę 🙂

IMG_9948

IMG_9950

IMG_9952IMG_9955IMG_9961IMG_9965IMG_9971

Mimo dobrych humorów, rajd zakończył się nieco gorzej dla jednego z naszych kolegów, który w nocy na śliskiej trawie skręcił nogę i drugiego dnia nie mógł razem z nami zejść na dół. Po za Nim ofiar nie było, a ze względu na pogodę udało nam się wrócić do Krakowa szybciej niż pierwotnie planowaliśmy (i to do tego autobusem, który Pan Kierowca zdołał przez noc naprawić).

Drugi najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego dopisaliśmy do listy naszych zdobyczy. Na Skrzyczne przyjdzie czas w przyszłym roku!

Niewolnik lenistwa, niezdecydowania i wielkich, szalonych planów. Kolarz, zapalony turysta górski, perfekcjonista i introwertyk... chyba...

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *