Islandia,  Podróże

Najciekawsze atrakcje na południu Islandii

Południe Islandii nas zachwyciło, zamurowało, zrobiło na nas ogromne wrażenie, wryło w siedzenia samochodu i zostawiło ze wspomnieniami, których nie zapomnimy z pewnością do końca życia. To tutaj poczuliśmy, co znaczy prawdziwa ulewa na wyspie, jak wygląda jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, podziwialiśmy fokę płynącą na wyciągnięcie ręki, prawie dryfowaliśmy na tańczących odłamkach lodowców w oceanie, wcieliliśmy się w poszukiwaczy wraku samolotu, poczuliśmy prawdziwy wiatr we włosach stojąc na klifach, zaprzyjaźniliśmy się z islandzkimi kucami, a nawet udało nam się znaleźć liścik po chińsku (!) na czarnej plaży… I wiele przygód by się jeszcze znalazło. Przemierzając przez 3 dni około 600 kilometrów na południu zobaczyliśmy, że krajobrazowe bogactwo Islandii nie ma dna. W momencie, gdy myśleliśmy, że nie ma czegoś piękniejszego, pojawiał się widok, który uświadamiał nam, jak bardzo byliśmy w błędzie.

Małe niepowodzenia na Islandii…

Południe jednak nie wyszło aż tak idealnie, jak zaplanowaliśmy. Jednego dnia tak lało, że zobaczyliśmy jedną atrakcję i wróciliśmy do domu, bo nie dało się nic zwiedzać. Zwiedzenie archipelagu Vestmannaeyjar okazało się niemożliwe, gdyż port z którego chcieliśmy odpłynąć był akurat w remoncie (to nic, że na stronie nie było o tym ani słowa), a lot na wyspę oddaloną o kilka kilometrów, kosztował prawie tyle, co przelot na Islandię i z powrotem. Niemożliwym okazało się również zwiedzenie najwyższego wodospadu na Islandii – Haifoss, ponieważ droga była nieprzejezdna. 🙁

IMG_1903
Widok z portu, z którego miały odpływać statki na archipelag Vestmannaejyar. W oddali widać czubki wysp.

Pomimo tych niewielkich przeszkód, zakochaliśmy się w tym, co zaoferowało nam południe wyspy. Zapraszamy do lektury. 🙂

Osada Keldur

Magia niewielkiej osady w Keldur dosłownie mnie powaliła. Mistyczna, osamotniona, otoczona tylko polami, górami i wijącą się rzeczką. W promieniach zachodzącego słońca, prezentowała się niesamowicie i wryła się w moją pamięć tak bardzo, że śmiem twierdzić, iż to jedno z cudowniejszych miejsc na wyspie.

IMG_1564
W drodze do Keldur. W oddali na wprost kryjący się trochę za chmurami wulkan Hekla.
IMG_9891
Hekla
IMG_1576
Keldur

Keldur to miejsce historyczne, gdzie znajduje się najstarsza na Islandii osada pochodząca z XI wieku, a jeśli wierzyć najnowszym badaniom, to powstała jeszcze przed X wiekiem. W jej skład wchodzi kilka torfowych domków, kościół oraz niewielki cmentarz. Obecnie znajduje się tu również farma.

Osada Keldur na Islandii

Osada Keldur na Islandii

Osada Keldur na Islandii

Osada Keldur na Islandii

Osada Keldur na Islandii
Kościół i niewielki cmentarz w Keldur

Ciekawostka. Keldur w XII i XIII wieku było własnością jednego z najpotężniejszych islandzkich rodów – Oddi. Często w opisach pojawia się również nazwisko Jóna Loftssona, który mieszkał w Keldur i był najbardziej wpływowym przywódcą starej wikińskiej religii Ásatrú.

Osada Keldur na Islandii

Wskazówka. Od połowy czerwca do połowy sierpnia otwarte jest tutaj muzeum, gdzie płacąc za wstęp 750 ISK (ok 22 zł), można zwiedzić torfowe domy i kościół. Szczerze polecam jednak wybranie się w godzinach popołudniowo-wieczornych, a gwarantuję, że poczujecie magię tego miejsca za darmo. 🙂

Wskazówka nr 2. Do Keldur można dojechać dwoma drogami nr 264. Krótszą i dłuższą, które tworzą pętlę. My przez przypadek pojechaliśmy najpierw drogą dłuższą, którą w większości jest droga szutrowa. Wróciliśmy natomiast drogą krótszą, pokrytą w większości asfaltem.

Islandzkie kuce

Będąc w drodze powrotnej, w pewnym momencie zobaczyliśmy pasące się na polach islandzkie kuce. Widzieliśmy ich mnóstwo we wcześniejszych dniach (i późniejszych też), ale dopiero teraz mieliśmy okazję się zatrzymać. I było to spotkanie jedyne w swoim rodzaju.

Islandzkie kuce

Nie wiem czy wiecie, ale kuce islandzkie są wyjątkowe. Są to czystej rasy konie, które nigdy nie opuściły Islandii (te które raz ją opuściły, nie mogą do niej wrócić). Dzięki ich grubej sierści, są przystosowane do niskich temperatur, co oznacza, że nie są zaganiane na noc do stajni. Islandy mają ogromne znaczenie historyczne jak i kulturowe. Są one nadal wykorzystywane do prac przy gospodarstwach domowych, rekreacji, czy wyścigów konnych. My wiele razy widzieliśmy ludzi jeżdżących na kucach przy głównej drodze nr 1. 😉

Islandzkie kuce
Gabrysia zakochana w kucach 🙂

IMG_1604

Nie mogliśmy się przestać zachwycać tymi słodziakami. Były naprawdę cudowne z grubą grzywą, widać że stęskniły się za głaskaniem. W dodatku niebo namalowało kilka pięknych pomarańczowych linii. Gdy wróciliśmy wieczorem do naszego nowego domku w Helli, byliśmy naprawdę szczęśliwi, że mieliśmy okazję przeżyć coś tak niesamowitego. 🙂

IMG_1610

Seljalandsfoss

Nie przez przypadek Islandia jest nazywana m.in. krajem 1000 wodospadów. Te mniejsze i większe strumienie wody spadające ze skał są dosłownie wszędzie. Niektóre się chowają we wnętrzu wyspy, ale większość widać z daleka z głównej drogi nr 1. Niektóre są spektakularne, a inne jak gdyby nigdy nic, spływają ze skał.

Seljalandsfoss to chyba jeden z najbardziej popularnych wodospadów, przy którym zawsze są tłumy, nawet jak pada i wieje! My mieliśmy trochę pecha, bo akurat zwiedzaliśmy wodospad właśnie w takich warunkach, ale i tak zrobił na nas niesamowite wrażenie. 🙂

Seljalandsfoss na Islandii
Seljalandsfoss ma 60 m wysokości, a jego źródło sięga lodowca Eyjafjallajökull.

Wodospad jest znany z tego, że można za niego wejść i podziwiać go z całkiem innej perspektywy.  😉

Seljalandsfoss na Islandii
Seljalandsfoss od wewnątrz

Gljúfrabúi  (inna nazwa Gljúfrafoss)

Gljúfrabúi to mniej znany, ale nie mniej godny podziwu, wodospad sąsiadujący z Seljalandsfoss. Ludzie często go pomijają, bo nie ma znaku prowadzącego do niego, a rzadko też wspominany jest w przewodnikach. Wskazówką może być wydeptana ścieżka przy Seljalandsfoss, którą idąc około 600 metrów, dociera się do tegoż wodospadu.

Gljúfrafoss znajduje się za skałą, na którą można wejść i obserwować go z góry.

Gljúfrabúi na Islandii
Gljúfrabúi widziany z góry

Niepozorny jednak z zewnątrz Gljufrabui, kryje w sobie tajemnicę. Skałę można obejść z lewej strony, docierając w ten sposób do “serca” wodospadu. 🙂

Gljúfrabúi na Islandii
I we wnątrz 😉
Gljúfrabúi na Islandii
Marcin testuje kurtkę 😉

Wskazówka.  Weźcie za sobą odzież nieprzemakalną, bo można się nieźle zmoczyć. 😀

Skógafoss

Skógafoss znajduje się około 30 kilometrów od Seljalandsfoss i Gljufrabui. Jest to kolejny wodospad, który widać z krajowej drogi nr 1 i kolejny, który powinien znaleźć się na liście must see.

Przez Skógafoss przepływa rzeka Skógá, a jego wysokość wynosi 60 metrów. Wodospad można podziwiać zarówno z góry, jak i z dołu. Jest 527 schodów do pokonania, ale zapewniam Was, że warto! Wspaniały widok na wodospad i okolicę gwarantowany. 🙂

Skogafoss
Skogafoss, po prawej stronie schody prowadzące na “szczyt” wodospadu.
Skogafoss
Widok z góry na okolicę 😉

IMG_0478

Po zejściu na dół, przyszedł czas na zrobienie zdjęć. Łatwo nie było, bo woda rozbryzgiwała się wszędzie, po chwili obiektyw był cały mokry, nie pomagała chusteczka, ani odwracanie się tylko na sekundę, żeby cyknąć fotę. 😉

Skogafoss
Zobaczyć dwie tęcze obok nas to naprawdę niesamowite wrażenie…
Skogafoss
… A zobaczyć je nad nami to w ogóle brak słów! 🙂

IMG_0467

Wskazówka. Od Skogafoss prowadzą szlaki do pieszej wędrówki, którymi można dojść do Fimmvörðuháls (obszaru pomiędzy dwoma lodowcami – Eyjafjallajökull and Mýrdalsjökull). Trasa ma 22 kilometry i dostępna jest od połowy czerwca do końca sierpnia. 😉

Wrak samolotu Dakota

To był chyba najbardziej intensywny dzień na Islandii. Wstaliśmy wcześnie rano, by przebyć ponad 600 kilometrów we dwie strony. Słońce intensywnie budziło się do życia, gdy około godziny 7 rano wsiedliśmy do auta. Wyobraźcie sobie, że główna droga nr 1 (Ring Road) była całkowicie pusta. Tylko my, wstające słońce i przepiękne krajobrazy. W takich momentach niewyspanie zmienia się w dumę, że udało się wcześniej wstać, by podziwiać niezwykłość natury budzącej się do życia. 🙂

Miejscem, do którego mieliśmy dojechać była laguna lodowcowa Jökulsárlón. Zaplanowaliśmy, że najpierw do niej dotrzemy, a wracając pozwiedzamy resztę atrakcji, które wcześniej minęliśmy.

W drodze do naszego celu, zrobiliśmy jednak dwa przystanki na wrak samolotu Dakota i Laufskalavarda. 

Ringroad na Islandii

Znalezienie wraku samolotu Dakota nie jest wcale takie łatwe. Przygotowywaliśmy się wcześniej i szukaliśmy różnych wzmianek na temat tego miejsca, by być pewnymi, że uda nam się je odnaleźć. Mieliśmy nawet współrzędne, ale brak internetu skutecznie nam utrudnił z nich skorzystać. Najważniejszą informacją, jaką mieliśmy, to ta, że musimy zostawić auto na przydrożnym parkingu i przez 4 kilometry przemierzyć czarną pustynię w poszukiwaniu “skarbu”.

Staraliśmy się iść po śladach opon zostawionych przez terenówki, jednak na początku zgubiliśmy trochę trop. Szliśmy i szliśmy, zostawiając za sobą piękny masyw górski i tylko, co jakiś czas obracaliśmy się, by na niego popatrzeć. Momentami traciliśmy nadzieję, że to jednak nie tu, a bardziej w prawo lub w lewo. Jednak po jakichś 40 minutach wędrówki po czarnych kamieniach, ujrzeliśmy światełko w tunelu. A w zasadzie kadłub. Dostaliśmy energii i prawie dobiegliśmy do wraku, żeby przekonać się, czym 43 lata temu przylecieli tutaj amerykańscy żołnierze.

Czarna plaża Sólheimasandur na Islandii
Czarna plaża Sólheimasandur i wspaniały masyw górski.

W 1973 roku samolot Dakota wylądował awaryjnie na czarnej plaży Sólheimasandur. I tak pozostał do tej pory. Oficjalnie z powodu braku paliwa, ale prawda nie jest do końca znana. Najważniejsze, że nikt nie ucierpiał. Z całości samolotu zachował się kadłub, do którego można wejść (ale trzeba zachować ostrożność). My mieliśmy naprawdę szczęście, bo byliśmy sam na sam z wrakiem i mogliśmy porobić ciekawe zdjęcia. 🙂

Wrak samolotu Dakota
Wrak samolotu Dakota
Wrak samolotu Dakota
Marcin i Dakota 😉
Wrak samolotu Dakota
Wrak samolotu Dakota

Wrak samolotu Dakota

Wrak samolotu Dakota
My w Dakocie 😉

Po rozstaniu się z Dakotą, tą samą ścieżką wróciliśmy do samochodu. Mijając po drodze coraz więcej turystów, cieszyliśmy się, że mogliśmy napawać się kawałkiem historii w samotności.

Wskazówka. Jeszcze rok temu możliwy był dojazd do wraku, pojazdami z napędem 4×4. Obecnie wprowadzono zakaz dla wszystkich samochodów. Pozostało jedynie przemierzanie plaży na nogach. 😉

Laufskalavarda

Lauskavarda to atrakcja, przy której powinien zatrzymać się każdy turysta. Znajduje się przy głównej drodze nr 1, więc trudno ją ominąć. 🙂

W miejscu tym, stała niegdyś farma o nazwie Laufskalar, która została zniszczona w 894 roku w pierwszym odnotowanym wybuchu wulkanu Katla. Po zniszczeniu farmy powstała tradycja, by każdy podróżny mijający to miejsce po raz pierwszy, zostawił kamyk, który miał mu przynieść szczęście na dalszą podróż. Z kamieni powstały mniejsze i większe kopczyki, które wyglądają naprawdę ciekawie. A za nimi rozciągają się również ładne widoki. 😉

Lauskavarda
Kopczyki Laufskalavarda

Lauskavarda

Lauskavarda

Jökulsárlón

Ruszyliśmy dalej w trasę. Przemierzyliśmy ponad 300 kilometrów, a krajobrazy po drodze zmieniały się, co chwilę. Napawaliśmy się nimi, pstrykając przy tym milion zdjęć i kręcąc filmiki. Kilkanaście mniejszych wodospadów spływających ze skał, bazaltowe kolumny, ciągnące się kilometrami ośnieżone pasma górskie i języki lodowców…

IMG_0127
W drodze do Jökulsárlón

IMG_0174

IMG_1767

Gdy dotarliśmy do Jökulsárlón byliśmy naprawdę szczęśliwi!  W końcu udało nam się zobaczyć jedną z najpiękniejszych lagun lodowcowych na Islandii. 🙂 To tutaj, odrywające się kawałki lodowca Vatnajökull, zamieniają się w ciekawe figury i tańczą na wodzie, tworząc niesamowity spektakl. Za oświetlenie odpowiedzialne jest słońce, które wie, że w jego promieniach figury mienią się i pokazują swój cudowny, błękitny kolor. Ostatecznie wpadają one do Oceanu Atlantyckiego albo osadzają się na czarnej plaży, która nie przez przypadek została nazwana kryształową… 😉

Jökulsárlón
Jökulsárlón

Jökulsárlón

Wskazówka. Docierając do Jökulsárlón nie wiedzieliśmy, w którym miejscu mamy się zatrzymać, ponieważ ludzie gdzieniegdzie parkowali “na dziko.” Teraz już wiemy, że należy skręcić tuż za mostem w lewo, by dotrzeć do laguny lodowcowej lub w prawo, by znaleźć się na kryształowej plaży.

Jökulsárlón
Kryształowa plaża i ocean Atlantycki

Jökulsárlón

Jökulsárlón

Jökulsárlón
My na odłamku lodowca 😀
foka w oceanie Atlantyckim
Foczka 🙂

Wsiedliśmy do samochodu, trochę ze smutkiem, że nie pojedziemy już dalej, że nie mamy czasu na objechanie wyspy. Pocieszyliśmy się jednak faktem, że zostawiamy resztę atrakcji na kolejną podróż do Islandii. 😉

Wodospad Svartifoss

W drodze powrotnej pierwszym miejscem, które mieliśmy do zwiedzenia był wodospad Svartifoss. Leżący w Parku Narodowym Vatnajökull, Svartifoss, czyli inaczej Czarny Wodospad, wziął swoją nazwę od ciemnych, bazaltowych kolumn, po których śmiało spływa strumień wody.

Do samego wodospadu wyznaczony jest niedługi, dwu – kilometrowy szlak, prowadzący na początku pod górę. Po pokonaniu pierwszych wysokości, gdy teren zaczyna się wypłaszczać, wodospad ukazuje się w całości. Po około 20 minutach wędrówki, można z bliska zachwycać się jego niezwykłością. 😉

Svartifoss
Svartifoss z daleka…
Svartifoss
… I z bliska 😉

Pola lawowe

Na Islandii, oprócz wodospadów, lodowców, gór i wulkanów można zobaczyć również pola lawowe. Jadąc w stronę Jökulsárlón, nie mogliśmy się nadziwić kilometrom ciągnących się zielonych pagórków i pagóreczków stworzonych przez naturę. Wracając zatrzymaliśmy się przy jednym z zajazdów, by zobaczyć te cuda. I chociaż historia z nimi związana, jest smutna, to są one tak nieziemskie, że nie sposób im się oprzeć.

Pola lawowe w okolicy miejscowości Kirkjubæjarklaustur, powstały przez jeden z największych w historii Islandii wybuchów wulkanu Laki w 1783 roku, trwającego osiem miesięcy. Podczas tego wybuchu z wulkanu wydobyła się największa ilość lawy, jaka miała miejsce w całej historii świata, zalewając prawie 15 kilometrów sześciennych powierzchni. Skutki tego wybuchu były tragiczne. Doszło do największej klęski żywiołowej w historii wyspy (śmierć poniosło ponad 10 tysięcy osób), a mniejsze lub większe anomalie pogodowe zaobserwowano w Azji, Europie i Ameryce Północnej!

Pola lawowe na Islandii
Pola lawowe

Pola lawowe na Islandii

Spróbujcie na nich usiąść, a zechcecie wziąć takie ze sobą, by służyły Wam jako najmiększe poduszki świata! Tylko ciiiii, nic takiego nie mówiłam, bo oficjalnie siadać i chodzić po nich nie można. 😉

Pola lawowe na Islandii

Vík í Mýrdal

Vík albo Vík í Mýrdal, to niewielka, klimatyczna miejscowość, leżąca przy Ring Road. Miasteczko samo w sobie może nie ma za wiele do zaoferowania, ale jego okolice już tak. 😉 Niedaleko Vik znajduje się czarna plaża Reynisfjara oraz półwysep Dyrhólaey.

Postanowiliśmy zatrzymać się na górce, by podziwiać ładne widoczki na miasteczko i ocean. 🙂

Vík í Mýrdal, Reynisdrangar
Vík í Mýrdal. Ten wystające skały z oceanu to Reynisdrangar.

Reynisfjara

Jeżeli ktoś zapytałby się mnie, która plaża jest na Islandii najpiękniejsza, bez wahania odpowiedziałabym, że Reynisfjara. Ma ona w sobie coś magicznego, przyciągającego i niezwykłego. Gdyby tylko tak bardzo tam nie wiało, to można by było przesiadywać na niej dniami i nocami wsłuchując się w szum fali oceanu, podziwiając jaskinię Halsanefshellir z pięknymi bazaltowymi kolumnami po jednej stronie, a po drugiej półwysep Dyrhólaey.

Reynisfjara
Reynisfjara i bazaltowe kolumny
Reynisfjara
Widok na półwysep Dyrhólaey
Reynisfjara
Jaskinia Halsanefshellir

Na tej właśnie plaży udało się Marcinowi znaleźć niewielki zawinięty zwój, który został napisany po chińsku. Przypadek? 😉

Reynisfjara

Dyrhólaey

Kolejnym punktem i w zasadzie ostatnim tego dnia, był półwysep Dyrhólaey. Słońce, które tak wspaniale przywitało nas rano, zaczęło właśnie powoli zachodzić, a niebo pokazało swoje piękne kolory. Półwysep sam w sobie zachwycił nas wszystkich, a w popołudniowych barwach prezentował się jeszcze lepiej. Przeraziło nas tylko, z jaką siłą fale uderzały o skały. Na szczęście podziwialiśmy to wszystko z góry. 🙂

Półwysep Dyrhólaey, widok na czarną plażę Reynisfjarę
Półwysep Dyrhólaey, widok na czarną plażę Reynisfjarę

Półwysep Dyrhólaey

Półwysep Dyrhólaey

Nie był to koniec wrażeń na ten dzień. Gdy byliśmy w drodze powrotnej do Helli, zobaczyliśmy najpiękniejszy zachód słońca na horyzoncie, jaki widzieliśmy do tej pory. Nie mieliśmy już sił wysiadać z auta, dlatego zdjęcie zostało zrobione przez szybę, przez Łukasza. Ale efekt powala. 🙂

Sólheimajökull

Na Sólheimajökull udaliśmy się przedostatniego dnia naszego pobytu na Islandii, gdy nie wyszła nam wycieczka na archipelag Vestmannayear.

Lodowiec może i nie jest powalający, ale robi wrażenie. Pozwoliliśmy sobie na nawet na niego wejść. Naprawdę ciekawe doświadczenie! Polecamy, szczególnie, że trafić do niego łatwo, bo również znajduje się blisko krajowej jedynki. 😉

Sólheimajökull
Sólheimajökull

Sólheimajökull

W jeziorze lodowcowym nie pływały praktycznie żadne odłamki lodowca, ale znalazł się jeden “rodzynek”. 😉

Sólheimajökull

Wskazówka. Jeżeli jesteście fanami wędrowania po lodowcach, to propozycja na pewno Wam się spodoba. Na lodowiec odbywają się wyprawy z przewodnikiem. Mieliśmy okazję widzieć kilka grup wychodzących na Sólheimajökull i trochę im zazdrościliśmy. 😉

Skálakot

Skálakot to farma, która oferuje wypożyczenie koni do jazdy rekreacyjnej po Islandii (nawet na kilka dni). My wybraliśmy się z nadzieją, że znów będziemy mogli pogłaskać i pozachwycać się islandzkimi kucami. Trochę się jednak zawiedliśmy. Islandy były tylko przez chwilę nami zainteresowane, a jak zobaczyły, że nic nie mamy, to zaczęły się od nas oddalać. Widocznie były przyzwyczajone do turystów, nie tak jak te samotne przy Keldur.

Skalakot

Skalakot

Skalakot
Czyż nie są słodkie?

Hella

Na koniec wpisu chciałabym Was zabrać do Helli. Małej miejscowości na południu Islandii, gdzie w zarezerwowaliśmy sobie noclegi na 3 dni w jednym z drewnianych domków. Zdjęcia wykonane podczas dwóch spacerków po okolicy. 🙂

Hella, Islandia

Hella, Islandia

Hella, Islandia

Hella, Islandia

Hella, Islandia

Hella, Islandia

Nasza podróż po Islandii nie była niezwykłą. Podejrzewam, że wiele ludzi zaplanowało ją tak, jak my. A pewnie i lepiej. 😉 Jednak jeszcze rok temu, nie myślałam, że spełnienie jednego z życiowych marzeń nastąpi tak szybko… Nachodzi mnie w związku z tym, taka mała, banalna, ale jakże piękna refleksja – warto wierzyć w marzenia i je spełniać!

Dziękujemy Marcinowi i Gabrysi, za tak wspaniałą przygodę! 🙂

Zapraszamy również na filmik z naszymi przygodami z południa Islandii:

Do zobaczenia Islandio! 🙂


Poniżej mapka z zaznaczoną trasą i wszystkimi atrakcjami, które się w tym wpisie pojawiły:


Link do głównej części i pozostałych wpisów znajdziecie tutaj. 😉

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *