Hiszpania,  Podróże

Hiszpania – Galicja – miasteczka warte zobaczenia

Galicja, położona na północnym-zachodzie Hiszpanii, to kraina niezwykła. Ten region posiada swój własny, galicyjski język, niebezpieczne wybrzeże, nazywane Wybrzeżem Śmierci oraz bardzo znane piwo – Estrella Galicia. Galicyjskie miasteczka charakteryzują się licznymi zabytkami, klimatycznymi, wąskimi uliczkami i mniejszą ilością turystów. Mieszkańcy chętniejsi są do rozmowy, częściej rozdają uśmiechy i żegnają się mówiąc: hasta luego (hiszp. do zobaczenia później). Nad wszystkim czuwa Matka Natura, która obdarowała ten region niezwykłą ilością zieleni i piękna. To tutaj poczuliśmy wolność, dzikość i bijące szybciej serce.

Galicja – co warto zobaczyć?

Chyba wszystko. 🙂 Galicja warta jest poświęcenia jej dużej ilości czasu. Odwdzięczy się za to, tym co ma najpiękniejsze. Oto opowieść o naszych pierwszych dwóch dniach w Galicji. O błądzeniu po miasteczkach, rozmowach z mieszkańcami i przechadzaniu się po pustych plażach.

Trasa (klik): Pontevedra – Combarro – Sanxenxo – Santiago de Compostela – Cee.

Pontevedra

3. października wstaliśmy o poranku, by się zebrać i ruszyć z Porto w kierunku Hiszpanii. Słońce za oknem, pięknie podkreślało, pełne jeszcze zielonych liści, drzewa. W którymś momencie przekroczyliśmy granicę portugalsko-hiszpańską. Viva España! Pomyślałam. Dojechaliśmy do stacji w Vigo, skąd czekała nas przesiadka do niewielkiego miasteczka Pontevedra. Mieliśmy szczęście, bo nasz bus odjeżdżał za kilkanaście minut. Wsiedliśmy i po jakiejś godzinie byliśmy na miejscu. Krótki spacer i jesteśmy pod bramą Sary. Sara, z pochodzenia Wenezuelka, okazała się świetną gospodynią, a przede wszystkim rozmówczynią. Niedługo po naszym przyjeździe, zaproponowała, że zrobi nam obiad, a w między czasie poczęstowała nas galicyjskim piwem 1906, które uznała za bardzo mocne. Coś w tym było, bo po wypiciu puszki zaczęło nam się lekko kręcić w głowach (winę zrzuciliśmy jednak na głód. 😉 ) Mimo jednodniowego pobytu, spędziliśmy dużo czasu na rozmowach z Sarą. Dowiedzieliśmy się wiele o Wenezueli, Hiszpanii, jak i samej Pontevedrze. 😉

Pontevedra, Galicja
Odpoczynek w ogrodzie Sary 🙂

Wyposażeni w informacje i mapkę miasta rozpoczęliśmy zwiedzanie. Zabytkowe centrum miasta jest warte dłuższej uwagi. Znajdziemy tu kościoły, place oraz muzeum, które Sara bardzo nam polecała. Po krótkiej rundce po mieście, dosłownie biegliśmy, żeby zobaczyć zachód słońca, z miejsca, które według Sary było najlepsze (nic nas nie nauczyło “prawie” spóźnienie się na zachód słońca w Porto). To był jeden z fajniejszych zachodów podczas całego wyjazdu.

Pontevedra, Galicja
Port w Pontevedrze

Pontevedra, Galicja

Kościół św. Franciszka, Pontevedra
Kościół św. Franciszka
Kościół Pielgrzyma, Pontevedra
Kościół Pielgrzyma. Jeden z przystanków na drodze Camino de Santiago (Szlak św. Jakuba)
most Burgo, Pontevedra
Jedna z najstarszych budowli w Pontevedrze. XII – wieczny most Burgo, od którego miasto wzięło swoją nazwę.
Zachód słońca w Pontevedrze.
Zachód słońca w Pontevedrze

Zachód słońca w Pontevedrze.

Kolejnego ranka wstaliśmy wcześnie, spakowaliśmy się i pożegnaliśmy z Sarą, jak się później miało okazać, naszą najlepszą gospodynią podczas całego wyjazdu. Zamknęliśmy za sobą białą bramę i skierowaliśmy nasze kroki w stronę wypożyczalni samochodów. Tutaj z małymi problemami, ale szczęśliwe udało nam się wynająć auto. Dostaliśmy kluczyki i ruszyliśmy Toyotką Aygo na zachód.

Hiszpanio otwórz przed nami wszystkie drogi!

 

Combarro

Dotarliśmy do Combarro, niewielkiej, miejscowości oddalonej ok. 7 km od Pontevedry, która kryje prawdziwe perełki. Wysiedliśmy z auta przy głównej drodze i zeszliśmy schodkami w dół, do tego bardzo niepozornego, z zewnątrz, miasteczka. Po krótkim spacerze, ze zdolnościami prawie scherlockowskimi, odkryliśmy te skarby, o których wszędzie się naczytaliśmy. Są nimi spichlerze, tzw. hórreos. Niegdyś używane do przechowywania zboża, owoców i ziół, obecnie stanowią główną atrakcję miasta. Dla jasności, takie spichlerze są charakterystyczne dla całej Galicji, a także Asturii. To, co wyróżnia te spichlerze, to przede wszystkim ich zagęszczenie na metr kwadratowy, i to, jak świetnie wpasowują się w architekturę miasteczka. Najciekawiej prezentują się hórreos wybudowane nad samą zatoką. Odnosi się przez to wrażenie, że dosłownie “wchodzą” do wody.

Hórreos, Combarro
Hórreos, Combarro

Combarro

Spacerując bardzo wąskimi uliczkami Combarro, zostaliśmy, w pewnym momencie, zaczepieni przez starszą Panią, która sprzedawała różne wiktuały. Krótka pogawędka, wymiana kieliszków z różnymi alkoholami. Wszystko tak dobrze smakowało. Ostatecznie padło na wino. Bo jak Hiszpania, to domowego wina trzeba spróbować. To był dobry wybór i sposób na spędzenie wieczoru. Na koniec, Pani wskazała nam drogę do “krzyży” i kapliczki. A przy okazji odkryliśmy niewielką plażę. Po raz kolejny zobaczyliśmy, że otwarcie się na miejscowych i zaufanie im, to dobry sposób na zobaczenie o wiele więcej, niż byśmy przypuszczali. 🙂

Combarro
plaża w Combarro

Combarro

Combarro

W jednej z knajp, zjedliśmy ośmiornicę oraz kalmary, popijając Estrella Galicia. O tym, że owoce morza są tutaj pyszne i stosunkowo tanie, poinformowała nas Sara. Miała rację.

Owoce morza w Combarro

Sanxenxo

Po zwiedzeniu Combarro, podjechaliśmy do pobliskiej miejscowości Sanxenxo. Koniecznie musicie spróbować tam lodów, są najlepsze – powiedziała Sara. Nie musiała nas więcej zachęcać… Nie skłamię, jak napiszę, że dla samych lodów, warto tu było przyjechać. Moje wrażenia zapisane w notatniku, świadczą jednak o tym, że po prostu warto zahaczyć o tę miejscowość: piękne plaże, cudowne, grube palmy, słońce muskające po policzkach. Byliśmy tam 1,5 godziny i zakochaliśmy się w tym miejscu. Gdy to czytam, przypominam sobie, te gorące, październikowe promienie słońca, skaczącego, między palmami, Łukasza oraz niczym nie przejmujące się Hiszpanki, odpoczywające na niewielkiej plaży.

Sanxenxo, Galicja
Sanxenxo

Sanxenxo, Galicja

Urodzinowe fikołki Łukasza

Pamiętam te chwile dokładniej, bo tego dnia, 4. października, Łukasz obchodził urodziny i trochę zazdrościłam mu, że może je świętować w tak cudownych okolicznościach. 🙂

 

Santiago de Compostela

Kolejny poranek rozpoczęliśmy od zwiedzania Santiago de Compostela. W przeciwieństwie do wyżej wymienionych, mniej znanych miejscowości, Santiago de Compostela stanowi najpopularniejsze miasto w tym regionie. Wszystko za sprawą szlaku Św. Jakuba, który, dla wielu pielgrzymów, kończy się w tym miejscu. W związku z tym, ruszając na zwiedzanie, byliśmy przygotowani na tłumy. Jak można się było spodziewać, najbardziej zatłoczoną okazała się Katedra (Catedral de Santiago de Compostela). Pomimo tego, że byliśmy dosyć wcześnie, zwiedzanie zajęło nam jakieś 2 godziny. Cieszyliśmy, że zobaczyliśmy to, co najważniejsze, ale pamiętam w tamtym momencie, jak zatęskniliśmy za małymi miejscowościami bez tłumów.

Santiago de Ceompostela

Katedra Santiago de Compostela
Santiago de Compostela, Hiszpania
Wąskie uliczki Santiago de Compostela

Aby odetchnąć od zgiełku, udaliśmy się do pobliskiego parku Alameda, znajdującego się niedaleko centrum. Zdradzimy, że znajdziecie tam dobre widoki na Katedrę i fajne kadry do zdjęć. I zdecydowanie odpoczniecie od tłumów. 🙂

park Alameda, Santiago de Compostela
park Alameda, widok na Katedrę
park Alameda, Santiago de Compostela
Park Alameda. Na prawym zdjęciu pomnik sióstr Maruxy i Corali, których historia jest dość niezwykła i smutna zarazem. Otóż te siostry w ramach sprzeciwu przeciw władzy, przez kilkanaście lat ubierały się w szyte własnoręcznie, kolorowe stroje i codziennie o godzinie 14.00 przechadzały się ulicami miasta.

park Alameda, Santiago de Compostela

Miasto, niestety, nastawione jest na turystów, czego doświadczyliśmy na własnej skórze. W okolicach południa, dwie lub trzy knajpy odmówiły nam zaserwowania kawy i tarty de Santiago, ze względu na to, że była pora obiadowa. Ostatecznie udało nam się jej spróbować, ale nie obyło się bez rozczarowania. Tarta była niespecjalna, sucha i twarda, a przy okazji nie najtańsza. Zastanawialiśmy się, czy taka po prostu jest, czy tak słabo trafiliśmy. Nasunął nam się kolejny wniosek: nie zawsze warto próbować przysmaków danego miasta, tylko dlatego, że wszyscy o tym piszą.

Galicja – w drodze

Podróż po Galicji, to niezwykła przygoda. Po drodze zatrzymywaliśmy się wielokrotnie, gdy zobaczyliśmy ciekawe krajobrazy. A uwierzcie, było ich wiele! Piękne, piaszczyste i praktycznie puste plaże, znajdują się dosłownie co kilka, kilkanaście kilometrów. Na jednej z takich plaż, Łukasz postanowił pobiegać, a ja pomoczyć stopy w zimnym oceanie. W którymś momencie dostrzegliśmy mężczyznę, który, jak gdyby nigdy nic, kąpał się tak, jak go Pan Bóg stworzył. To się nazywa wolność.

Piękno i dzikość Galicji
Piękno i dzikość Galicji
Luoro, Galicja
Plaża przy miejscowości Luoro. Po lewej biegnący po plaży Oczko. 🙂
O Carreiro, Galicja
O Carreiro

Galicja – podsumowanie

Galicja to przeciekawy region Hiszpanii, o którym opowieść nie kończy się w tym miejscu. Późnym popołudniem, 5. października dotarliśmy do niewielkiej miejscowości Cee, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Szybka rozmowa z właścicielką i ruszyliśmy w drogę, by zdążyć na zachód słońca w Cabo Fisterra (jak zawsze w biegu 😀 ). Od tego momentu, zaczęły nam towarzyszyć klify, latarnie morskie i wiatr. Ale o tym już w kolejnej części… 😉

Wskazówki:

  • Auto wypożyczyliśmy w Enterprise. Pomimo obaw, udało nam się to zrobić na kartę debetową. Nie było większych problemów, oprócz tego, że transakcja nie chciała przejść. 😉
  • nocleg u Sary w Pontevedrze – gorąco polecamy!
  • nocleg w Cee.

 


Zapraszamy również na pozostałe wpisy z Hiszpanii

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *