Monte Antelao
Górskie wędrówki,  Zagraniczne wyprawy

Monte Rite, czyli trudne początki w Dolomitach

Jest sobota wieczór. Przed chwilą przyjechaliśmy do Peaio, w którym spędzimy kolejny tydzień. Siedzimy w kuchni, popijamy wino i planujemy pierwszy dzień naszego urlopu we Włoszech. Chcieliśmy zacząć spokojnie – podejść nad Lago di Sorapis, jednak właściciel wynajmowanego apartamentu odradził nam ten pomysł. “Na wycieczkę tam każdy dzień jest dobry, tylko nie sobota i niedziela, bo wtedy są tam tłumy.” W zamian zaproponował nam inną trasę. “Idźcie na widzianą z okna górkę Monte Rite. Rozciągają się z niej niesamowite widoki w każdym kierunku.” Popatrzyliśmy za okno. Wyglądała na “beskidzką” – zielona, bez widocznych skał i stromych podejść. Może ma rację i warto w pierwszy dzień wybrać się na krótki szlak w okolicy?

góry i mgła
Poranny widok w Peaio

Nasza organizacja pierwszego poranka nie była idealna. Zanim zjedliśmy śniadanie, zrobiliśmy kanapki, wypiliśmy kawę i spakowaliśmy się, było już grubo po 9. Podjechaliśmy kilka kilometrów, najpierw na drugą stronę rzeki Boite, a później wąską, stromą drogą około 1,5 km do pierwszego miejsca, gdzie mogliśmy zostawić samochody. Te 1,5 km zrobiło nam 100 m różnicy w pionie, więc sami widzicie, o jakiej stromiźnie mówimy. 😉 Chwilę po 9:30 rozpoczęliśmy marsz drogą do góry.

40 minut stromego asfaltu i mogliśmy w końcu zejść na prawdziwy szlak. Po drodze minęliśmy jeszcze ze 2 miejsca, w których mogliśmy spokojnie zostawić auta, ale wcześniej o nich nie wiedzieliśmy, a teraz nikt nie miał już ochoty na schodzenie w dół i przeparkowanie. Nie będę Was zanudzał opowiadaniem, jak wyglądał nasz szlak. Napiszę tylko, że był dość stromy (ale do przejścia). Mniej więcej połowę trasy szliśmy przez las, a ostatni, ponad godzinny fragment, w pełnym słońcu. Na szczyt dotarliśmy około godziny 13, dość mocno zmęczeni – z pewnością brak kondycji i upał dały się nam we znaki.

Oczko w lesie
Przedzierając się przez las 😉
Monte Antelao
Monte Antelao (Król Dolomitów)
Widok w drodze na Monte Rite
Z prawej dolina rzeki Boite w kierunku Cortiny d’Ampezzo – najbardziej znanej miejscowości Dolomitów
Czekając na grupę 😉
Masyw Bosconero

Dzień dobry na 2181 m n.p.m. 😉

Szczyt Monte Rite nie był sam w sobie fascynujący. Ot, zwykła górka z widokami na inne, mocno eksponowane szczyty. To, co nas natomiast pozytywnie zaskoczyło, to szutrowa droga, którą można było wyjść od drugiej strony góry. W sumie, nawet nie chodzi o samą drogę, ale o to, że niektórzy wyjeżdżali tamtędy na rowerach górskich pod schronisko, które było na szczycie. W temperaturze 30 stopni, na wysokości prawie 2200 m n.p.m.! To było coś!

Wycieczka w pełnym składzie na szczycie Monte Rite
Wycieczka w pełnym składzie na szczycie Monte Rite
Dolina rzeki Boite
Monte Pelmo
Monte Pelmo w chmurach burzowych
Asia na szczycie Monte Rite
Dach muzeum Messnera na szczycie Monte Rite
Dach muzeum Messnera na szczycie Monte Rite

Na szczycie spędziliśmy około 30 minut. Byliśmy troszkę zmęczeni słońcem, wysokością, na jakiej w ciągu ostatnich 24 godzin się znaleźliśmy (Kraków ~200 m n.p.m. -> Peaio 890 m n.p.m. -> Monte Rite 2181 m n.p.m.), a do tego wyglądało na to, że zbliża się burza! Na muzeum Messnera, które znajduje się na szczycie, nawet nie spojrzeliśmy z ciekawością. Po prostu zaczęliśmy jak najszybciej schodzić w dół, znanym nam już szlakiem, żeby tylko zmoknąć jak najmniej.

Nim rozpędzone krople zaczęły uderzać w nasze głowy, byliśmy już z powrotem w lesie. Szybkie tempo marszu w dół pozwoliło nam dotrzeć do linii drzew zanim deszcz przeniósł się nad naszą górę.

Podsumowanie

Dolomity postanowiły być dla nas pierwszego dnia łaskawe i dać nam nauczkę, żeby nie wychodzić za późno. 5 minut po tym, jak ubraliśmy kurtki i płaszcze przeciwdeszczowe, przestało padać. W zasadzie padało tak krótko, że ziemia pod naszymi stopami nie zdążyła zrobić się śliska (ale na kamienie i korzenie musieliśmy bardzo uważać).

Do samochodów dotarliśmy 7 godzin po naszym starcie, robiąc prawie 16 km i 1100 m przewyższeń. Okazało się, że była to najtrudniejsza wycieczka, jaką przeszliśmy w Dolomitach przez cały tydzień. Być może uda nam się tam kiedyś wrócić, poprawić wynik i zwiedzić muzeum Messnera. 😉


Jeśli spodobał Wam się ten wpis, to z pewnością spodoba Wam się również poprzedni, o naszej wycieczce pod Cinque Torri! 😉

Niewolnik lenistwa, niezdecydowania i wielkich, szalonych planów. Kolarz, zapalony turysta górski, perfekcjonista i introwertyk... chyba...

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *