Górskie wędrówki,  Zagraniczne wyprawy

Lago Di Sorapis – turkus, którego nie zapomnisz

To był drugi dzień naszego pobytu w Dolomitach. Od rana przebieraliśmy nogami, nie mogąc doczekać się tego, co dziś przed nami. Widzieliśmy to miejsce na wielu zdjęciach i w końcu nadszedł czas, żeby ujrzeć je na żywo. Lago di Sorapis (jezioro Sorapis), to turkusowa perełka Dolomitów, którą po prostu trzeba zobaczyć!

Lago di Sorapis

Niecierpliwa, dwugodzinna wędrówka

Należę do osób niecierpliwych, czasem jestem w stanie nad tym panować, ale wiedząc, że idziemy w kierunku Lago Di Sorapis, nie potrafię tego zrobić. Czy ten turkusowy kolor wody, znany ze zdjęć, jest taki w rzeczywistości? Czy będzie tam dużo ludzi? Czy znajdziemy dobre miejsce, żeby ustrzelić fajny kadr? Te pytania od samego rana kłębią się w mojej głowie.

W końcu ruszamy! Wyjeżdżamy z naszej bazy noclegowej – Peaio, po jakichś 30 minutach jesteśmy w Cortinie (coś jak nasze Zakopane), a po kolejnych kilkunastu serpentynach parkujemy samochód i ruszamy w drogę. Na polance po prawej stronie pasą się krowy, które stanowią główną atrakcję w tym miejscu. Po szybkim i raczej zdystansowanym przywitaniu się, idziemy dalej. Przed nami około 1,5-2 godzin wędrówki. To oszacowany przez nas czas, bo mapy nie posiadają czasówek.

Górujące nad nami Cristallo
Górujące nad nami Cristallo

Trasa do jeziora nie jest trudna, ale też nie jest taka łatwa. Nasza prognoza się sprawdza i wędrujemy przez bite dwie godziny utwardzoną i eksponowaną ścieżką. Nie ma wielu miejsc, w których można się schować przed słońcem. Rano tego nie odczuliśmy, ale w drodze powrotnej jak najbardziej. Warto pamiętać o tym szczególnie w wakacje, wybierając się tam w godzinach południowych.

Lago Di Sorapis, czyli Turkusowe Love

Ostatnie minuty przed spotkaniem z jeziorem należą do najbardziej niecierpliwych. Jesteśmy już blisko, ale w związku z tym, że się po drodze rozdzieliśmy, tracimy jeszcze 10 minut na znalezienie się. W końcu naszym oczom ukazuje się ONO, to słynne Lago di Sorapis. Ten turkusowy kolor wody dociera do naszych oczu i nas hipnotyzuje. A całości dopełnia górujący nad jeziorem szczyt – Monte Sorapis. Pięknie jak cholera! Zostajemy tu na dłuższą chwilę, żeby nie wiem co! Wyciągamy kanapki z plecaków i spędzamy błogi czas napawając się tymi widokami. Najedzeni i napatrzeni, zbieramy nasze rzeczy i znajdujemy bardzo ładne kadry do zdjęć.

Lago Di Sorapis tak nas oczarowało, że większość zdjęć mamy tylko z tego miejsca. ;)
Lago Di Sorapis tak nas oczarowało, że większość zdjęć mamy tylko z tego miejsca. 😉
Lago di Sorapis. To chyba jedno z najbardziej fotografowanych miejsc przy jeziorze. ;)
To chyba jedno z najbardziej fotografowanych miejsc przy jeziorze. 😉

Nad jeziorem spędzamy ok. 2-3 godziny. Czas mija nam błogo i bardzo szybko. Przechadzamy się dookoła i podziwiamy to cudo z każdej strony. Ludzi zbiera się coraz więcej i w pewnym momencie czujemy się trochę jak nad Morskim Okiem.

Lago di Sorapis z drugiej strony. ;)
Jezioro Sorapis z drugiej strony.

Skalna ściana przed nami

Gdy przychodzi czas powrotu, jak gdyby nigdy nic ruszamy w kierunku skalnej ściany. Jesteśmy przekonani, że trasa prowadzi obok niej, tak jak reszta szlaku dookoła jeziora. Jakie jest nasze zdziwienie, gdy okazuje się, że musimy się wspiąć na ścianę, by dokończyć pętlę wokół Sorapis. Kilka osób przygląda się, zastanawia i w końcu zawraca. W naszych głowach kłębią się myśli czy wybieramy krótkie i stresujące przejście, czy dłuższe, a spokojniejsze. Łukasz wspina się kawałek i patrzy, czy damy radę przejść. Moje nogi zaczynają już drżeć, gdy widzę jego poczynania. Odwagi dodaje nam para, która czmycha przed nami w adidasach, jak gdyby ten fragment nie stanowił dla nich problemu.

Dobra, raz się żyje! Ruszam pierwsza, za mną Monia, a na końcu Łukasz. Przejście w rzeczywistości jest mniej straszne niż wygląda z dołu i po kilku minutach jesteśmy po “właściwej” stronie jeziora. Uff, jakie cudowne uczucie, gdy przełamuje się własne lęki!

Lago Di Sorapis. Pamiątkowy widok ze skalnej ściany musiał zostać uwieczniony. ;)
Nie mamy zdjęcia skalnej ściany, ale pamiątkowy widok z tego miejsca musiał zostać uwieczniony. 😉

Wracamy tą samą ścieżką, którą przyszliśmy. Słońce nie ma dla nas litości i pozbawia nas większości energii i wody. Do auta docieramy zmęczeni, ale przeszczęśliwi, że spędziliśmy tyle czasu z Lago di Sorapis.

Cristallo
Oczko vs Cristallo

Lago di Sorapis – warto zapamiętać

  • Wyruszaliśmy z punktu Passo Tre Croci szlakiem nr 215 (szlaki w Dolomitach są numerowane i wszystkie mają kolor czerwony 😉 ).
  • Nad jezioro warto wybrać się w tygodniu, nawet wtedy jest dużo ludzi, a co dopiero w weekend.
  • Na wyjście warto wziąć ze sobą dużo wody, szczególnie w okresie letnim. Po drodze jest strumyk, z którego można zaczerpnąć wody.
  • Przy jeziorze znajduje się schronisko Rifugio Vandelli.
  • Fragment z przejściem przez skalną ścianę może być bardzo niebezpieczny podczas deszczu (i po nim, gdy skały są mokre i śliskie).

Jeśli spodobał Wam się ten wpis, na pewno spodobają Wam się również inne wpisy z naszych wypraw do Włoch:

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *