Górskie wędrówki,  Tatry

Dolina Chochołowska – Tatrzański Grześ

Dolina Chochołowska jest dla nas miejscem szczególnym. Była naszą pierwszą, wspólną, górską destynacją i moim pierwszym spotkaniem z górami. To również od tego wyjazdu, ponad 2 lata temu, zaczęła się nasza wspólna przygoda z górskimi wędrówkami, która trwa do tej pory i mamy nadzieję, że nigdy się nie skończy. Nie trzeba również dodawać, że ta największa i najdłuższa dolina w Tatrach, jest po prostu piękna. 🙂 W związku z tym postanowiliśmy, że tegoroczny weekend walentynkowy (dla nas była to niedziela i poniedziałek) spędzimy właśnie w tej niezwykłej dolinie i jej okolicach. Naszym celem stał się Grześ, zdobyty ostatnio przez Łukasza w nocy. A że widoków podczas tamtej wyprawy nie mógł za bardzo podziwiać, postanowiliśmy go zdobyć razem za dnia. 🙂

Dolina Chochołowska

Po podróży z Krakowa do Zakopanego, udaliśmy się od razu na busa, który zawiózł nas na parking w Dolinie Chochołowskiej. Po zakupieniu biletów wstępu do parku, ruszyliśmy przed siebie zielonym szlakiem.

Dolina Chochołowska
Dolina Chochołowska

IMG_0804

Warunki do wędrówki były idealne. Śnieg był lekko zmrożony, słońce świeciło jak szalone (żałowaliśmy jednie, że nie wzięliśmy ze sobą okularów przeciwsłonecznych), było ciepło, parę razy mocniej dmuchnęło, ale szło się naprawdę dobrze. W dodatku nie musieliśmy się spieszyć, bo mieliśmy zarezerwowany nocleg w Schronisku PTTK na Polanie Chochołowskiej. Szliśmy i podziwialiśmy na spokojnie wszystko, co się tylko dało podziwiać. 😉

IMG_0815
Pierwsze widoczki – najwyższy szczyt to Rakoń
Potok Chochołowski
Potok Chochołowski

IMG_0832

Wyżnia Chochołowska Brama
Wyżnia Chochołowska Brama

IMG_0843

IMG_0845

Najwyższy szczyt po prawej to Grześ
Coraz bliżej schroniska… Najwyższy szczyt po prawej to Grześ
Mnichy Chochołowskie
Mnichy Chochołowskie. Kto się doszuka kaplicy na tym zdjęciu? 😉
IMG_0858
Kominiarski Wierch

Po ponad dwóch godzinach dotarliśmy do schroniska, gdzie się zameldowaliśmy, zjedliśmy obiad oraz przepakowaliśmy plecak, co by się lżej szło na szczyt. 😉

IMG_0867
Przytulny kącik w schronisku

Grześ zdobyty!

Ze schroniska bardzo łatwo dostać się na Grzesia – wystarczy wejść na żółty szlak, by po godzinie i 45 minutach dotrzeć na szczyt. 😉

2/3 trasy prowadzi przez las, który w zimie wygląda magicznie …

IMG_0882

IMG_0891

IMG_0889

IMG_0893

… a jak się już z lasu wyjdzie, to naprawdę jest co podziwiać!

IMG_0896
Po wyjściu z lasu czekają na nas takie widoki

IMG_0897

Jeszcze kilka kroków i Grześ zaliczony! A przed nami tęcza ;)
Jeszcze kilka kroków i szczyt zaliczony! A przed nami tęcza 😉

Widoki na szczycie są jeszcze lepsze – zapierają dech w piersiach! 🙂

Na Grzesiu (1663 m n.p.m., słow. Lúčna). Warto dodać, że szczyt jest dwuwierzchołkowy (drugi to ten najniższy przed nami)
Na Grzesiu (1663 m n.p.m., słow. Lúčna). Warto dodać, że szczyt jest dwuwierzchołkowy (drugi to ten najniższy przed nami)
Po lewej Trzydniowiański Wierch (1758 m npm), a po prawej Czubik (1846 m npm)
Po lewej Trzydniowiański Wierch (1758 m npm), a po prawej Czubik (1846 m npm)
Oczki na Grzesiu! :)
Oczki na Grzesiu! 🙂
IMG_0918
😉

Nie dane nam było długo napawać się pięknem Tatr z Grzesia, gdyż na szczycie zaczęło strasznie wiać. Przed zejściem poprosiliśmy jeszcze pewnego turystę o zrobienie nam wspólnego zdjęcia. Po krótkiej wymianie zdań, okazało się, że razem ze znajomymi również nocuje w schronisku.

Po szybkim zejściu do schroniska spędziliśmy wieczór na grze w karty razem z poznanym na szczycie Wojtkiem oraz Mateuszem i Basią. 🙂

Iwaniacka Przełęcz

Drugiego dnia naszej wędrówki postanowiliśmy kontynuować marsz trasą sprzed ponad dwóch lat. Nie będę jej ponownie opisywać, bo możecie znaleźć ją tutaj i poniżej w szczegółach. 😉

IMG_0921
Widok na Kominiarski Wierch po wyjściu ze schroniska

Głównym punktem tego dnia była Iwaniacka Przełęcz. W planach było również zobaczenie Stawu Smreczyńskiego. Plany planami, ale pogoda tego dnia nie zachęcała do niczego. Było szaro, buro i ponuro – zupełne przeciwieństwo dnia poprzedniego. Szło się również nie najlepiej, gdyż rozmoknięty śnieg sprawił, że musieliśmy włożyć dwa razy więcej wysiłku w wędrowanie. W pewnym momencie, zastanawialiśmy się, czy jest sens ruszania w dalszą trasę. Ostatecznie jednak, miłość do gór zwyciężyła i poszliśmy dalej. 🙂

IMG_0924

Na żółtym szlaku - Dolina Iwaniacka
Na żółtym szlaku – Dolina Iwaniacka
IMG_0934
Oczek chociaż raz zapozował do zdjęcia 😉

IMG_0935

IMG_0939

Gdy wspięliśmy się na Iwaniacką Przełęcz, deszcz rozpadał się na dobre i nie opuścił nas do Krakowa. Dlatego też podziwianie Stawu Smreczyńskiego zostawiliśmy na kolejne wyjście w Tatry. 😉

Ale o tym już w innym wpisie… 😉

Takie widoki na Iwaniackiej Przełęczy
Takie widoki na Iwaniackiej Przełęczy
Zielony szlak - Dolina Kościeliska - w drodze do Kir.
Zielony szlak – Dolina Kościeliska – w drodze do Kir.

IMG_0950

IMG_0954

Szczegóły trasy znajdziecie pod linkiem: http://mapa-turystyczna.pl/route/zifq

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

2 komentarze

  • Wojtek

    Hej! 🙂 miło znowu zobaczyć wasze buźki 🙂
    Serdeczne pozdrowienia, dziękuje wam za wspaniałe towarzystwo i miłą rozgrywkę w tysiąca (a kto wygrał bo zapomniałem?)
    Piękne wspólne zdjęcie na Grzesiu (ciekawe kto je robił hihi 😉 )
    Jeszcze tylko króciutko zdam relację, że w dzień kiedy się rozchodziliśmy dotarłem z Mateuszem i Piotrkiem niestety tylko do Trzydniowiańskiego (nasz cel Jarząbczy) było totalne mleko i zaczął padać śnieg. To tyle jeszcze raz uściski i do zobaczenia na szlaku 😀

    • Asiula

      Cześć Wojtku! 🙂

      Nawet nie wiesz, jak się cieszymy, widząc Twojego maila! My również dziękujemy za wspólnie spędzony czas! W tysiąca Ty wygrałeś. 😀
      Właśnie się zastanawialiśmy czy wszystko u Was w porządku i czy dotarliście bezpiecznie do celu podróży. 🙂
      Szkoda, że się nie udało, ale na pewno będzie jeszcze niejedna okazja do zdobycia Jarząbczego! A może wybierzemy się kiedyś razem? 🙂
      Pozdrawiamy cieplutko i do zobaczenia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *