Poradniki

Postanowienia? Cele? A może podsumowanie?

Rzadko bywa tak, że coś jest białe albo czarne. Podobnie jest z ludźmi. Kiedy myślę o takich prostych podziałach ludzi na “dwa rodzaje”, to coś mnie w tym wszystkim gryzie. Wiadomo, że chodzi o uproszczenie i pokazanie pewnych skrajności. Ale im dłużej o tym myślę, tym częściej wydaje mi się to w niektórych sytuacjach prawdziwe. Zresztą zobaczcie sami:

  • Osoby, które mają oszczędności i te, które ich nie mają.
  • Ci, którzy robią kopie zapasowe swoich danych i Ci, którzy dopiero zaczną je robić.
  • Osoby, które planują i te, które żyją z dnia na dzień.
  • Ci, co mają postanowienia i Ci, co mają cele…

Dzisiaj kilka słów o mojej drodze od postanowień do celów i gdzie w tym wszystkim podsumowanie.

Historia moich postanowień

W trakcie studiów (w gimnazjum i liceum wyglądało to podobnie) jedyne, co planowałem, to wyjazdy do domu, imprezy, treningi rowerowe i wyjścia na uczelnie. Chyba zgodzisz się ze mną, że nie za wiele. Z roku na rok, w sylwestra pojawiało się u mnie jakieś postanowienie z listy:

  • “Będę się więcej uczył”,
  • “W tym roku schudnę”,
  • “Znajdę pracę”.

Styczeń mijał, o postanowieniu zapominałem, kolejne 11 miesięcy uciekało, a ja wciąż nie osiągałem wymarzonych efektów. Myślałem czy to ze mną jest coś nie tak i czy każdy tak ma. Widziałem, że kilka osób pchało swoje życie sprawnie do przodu, ale nie zastanawiałem się czy robią coś innego niż ja, czy nie.

Studia, to też okres, w którym zacząłem czytać regularnie blogi. Zaczęło się od jednego, który przeglądnąłem od początku istnienia, aż nadrobiłem wszystko. Później dołożyłem kolejny, i kolejny… Dzięki artykułom na nich publikowanych, powoli zmieniało się moje myślenie. Zacząłem nieśmiało oszczędzać, zdrowiej się odżywiać, ale też zastanawiać się nad tym dlaczego mam problem z wytrwaniem w postanowieniach. Czytając coroczne “Podsumowania” albo “Plany na rok …” zastanawiałem się, dlaczego blogerzy mają takie długie listy. Czy są innym typem ludzi, którzy czego się nie dotkną zamieniają w złoto, a może stoją za nimi sztaby ludzi? Wtedy traktowałem te listy jako przechwałki lub pobożne listy życzeń. Przestałem również robić postanowienia, bo “Po co obiecywać sobie coś, co wiadomo, że się nie uda?”.

O najczęściej łamanych postanowieniach napisał kiedyś Marcin Iwuć (jeden z blogerów, którego śledzę regularnie): https://marciniwuc.com/finanse-osobiste-10-najczesciej-lamanych-noworocznych-postanowien/. Podrzucił też kilka bardzo prostych porad, jak sprawić, żeby postanowienie miało większą szansę realizacji.

Postanowienia vs Cele

Dłoń trzymająca zimne ognie w ośnieżonym lesie

Być może to za sprawą wpisu Marcina Iwucia, a może za sprawą poznania koncepcji S.M.A.R.T., z czasem moje myślenie się nieco zmieniło. Zacząłem formułować niewielkie cele, głównie blogowe, które pozwoliły nam nieco się rozwinąć. Ale czym właściwie są cele i czym różnią się od postanowień? Według mnie cele to postanowienia, które są S.M.A.R.T., czyli skonkretyzowane, mierzalne, osiągalne, istotne i z góry określonym horyzontem czasowym. W momencie, kiedy to zrozumiałem było dla mnie jasne, że nie można samego siebie rozliczyć z postanowień. One są przede wszystkim niemierzalne. “Schudnę”? Kiedy i ile? “Będę się więcej uczył”? Więcej niż co? Przez ile? A może nie chodzi o więcej tylko efektywniej?

Więcej o koncepcji S.M.A.R.T. i swoich planach opowiedział kiedyś Michał Szafrański w swoim podcaście: https://jakoszczedzacpieniadze.pl/10-wskazowek-jak-skutecznie-planowac-cele.

W połowie 2018 roku wpadłem jeszcze na szablon projektu w Nozbe, który dotyczył podsumowania roku. Wtedy postanowiłem (a w zasadzie ustaliłem sobie przypomnienie w kalendarzu), że przerobię wszystkie zadania z tego szablonu pod koniec 2018 roku. Ustaliłem datę na sobotę 15-go grudnia. W międzyczasie pojawiło się w kilka mniejszych projektów, planów, marzeń i celów. Wszystko dopisywałem do karteczek i zostawiałem do podsumowania.

Kilka porad o realizacji celów napisała również Ola Budzyńska: https://www.paniswojegoczasu.pl/kobieta-zorganizowana/jak-realizowac-noworoczne-cele/. Przyznam się jednak, że bloga Oli jeszcze nie czytuję (póki co, chłonę jej podcasty) i może być tak, że ważniejsze porady pojawiają się w innym wpisie.

Czas na podsumowanie!

W końcu nadeszła sobota 15-go grudnia. Przypomnienie w kalendarzu wyskoczyło, a ja tym razem musiałem odłożyć podsumowanie roku o kilka dni. Rozpocząłem tydzień później. Kiedy przechodziłem przez kolejne pytania z szablonu Nozbe, zdałem sobie sprawę z tego, ile dokładnie rzeczy w międzyczasie zaplanowałem… Było tego całkiem sporo. Co prawda nie wszystkie się udały, ale teraz mogłem siąść i przemyśleć dlaczego tak było. Analizując to wszystko, stwierdziłem, że moja lista jest równie długa jak ta, którą kiedyś uznałbym za przechwałki.

Podsumowanie roku zajęło mi prawie cały dzień. To był strzał “w 10”! Mimo, że przed rozpoczęciem roku 2018 niczego nie planowałem, to spojrzenie na cały rok w ten sposób było bardzo odkrywcze.

Żeby zrobić podsumowanie skorzystałem z szablonu do Nozbe: https://nozbe.how/pqT7C (można wejść i przejrzeć nawet nie korzystając z Nozbe).

Jak wyznaczyłem cele?

Jednym z zadań z szablonu było wyznaczenie celów na rok 2019. To akurat poszło mi trochę szybciej. Już wcześniej wiedziałem, co chcę w życiu w tym roku zmienić i na czym powinienem się skupić.

Jeśli to pierwsze podsumowanie, to możesz także skorzystać z podpowiedzi Bartka Popiela: https://liczysiewynik.pl/jak-podsumowac-rok/.

Wybrałem cele, określiłem je w czasie i wszystko pięknie spisałem. Kartki, na których mam moje cele, leżą teraz przede mną i mogę patrzeć na nie co chwilę. Narysowałem również oś czasu i zaznaczyłem kiedy mogę spodziewać się realizacji kolejnych celów. Na osi pionowej określiłem ważność różnych celów. Zrobiłem jeszcze jedną rzecz – wybrałem kilka celów kluczowych (specjalnie z różnych dziedzin życia), na których realizacji zależy mi bardziej niż na innych. Patrząc na te cele, nie mam wątpliwości, co muszę robić i jak działać.

Mam jeszcze taki tip dla tych, którzy, tak jak ja, wolą robić mniejsze kroki. Niektóre z celów podzieliłem na mniejsze. Cel “Przeczytać 12 książek w ciągu roku” (wiem, że mało ambitny, ale zaraz się wytłumaczę) rozbiłem na 4 cele kwartalne “Przeczytać 3 książki podczas kwartału”. Dzięki temu, nie zdarzy mi się w kwietniu coś w stylu “zrealizowałem już cel czytania książek, więc już więcej w tym roku nic nie czytam”. I nawet jak w styczniu przeczytam 3 książki i postanowię zrobić sobie od nich przerwę, to i tak w kwietniu muszę wrócić do czytania żeby nie zawalić celu. Lęk przed porażką można wykorzystać na swoją korzyść, trzeba tylko dobrze do tego podejść. 😉

A Ty? Podsumowałeś już rok? Wyznaczyłaś już cele czy wciąż w głowie Ci tylko postanowienia?

Oczko idący zimową drogą w stronę słońca

Niewolnik lenistwa, niezdecydowania i wielkich, szalonych planów. Kolarz, zapalony turysta górski, perfekcjonista i introwertyk... chyba...

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *