Górskie wędrówki,  Tatry

Dni lawinowo ski-tourowe – 4 – 6 kwietnia 2014.

Pamiętam jak rok temu w marcu, Justyna, nasza współlokatorka, rzuciła pomysł abyśmy wybrali się w weekend na dni lawinowo ski-tourowe. Miały się one odbyć w Dolinie Pięciu Stawów, przy schronisku “Piątka”.

Dni lawinowo ski-tourowe trwają dwa dni i organizowane są cyklicznie.  Ich celem jest przede wszystkim edukacja uczestników pod względem przygotowania do turystki górskiej w warunkach zimowych. Pierwszego dnia, odbywają się różnego rodzaju szkolenia, natomiast drugiego zawody. Ze względu na brak jakichkolwiek doświadczeń w zimowej turystyce górskiej, zastanawialiśmy się głównie nad uczestnictwem w szkoleniach.

Łukasz oczywiście był chętny, a ja jak zwykle się opierałam. Odezwały się wtedy we mnie dwie Asiule. Jedna, mówiąca “Po co? Przecież to nie dla mnie, nie dam sobie rady, co ja wiem o górach…” Ale odezwała się też druga, odważniejsza, pytająca “Dlaczego nie?”. W sumie, nie spałam jeszcze wtedy w żadnym schronisku górskim, nie byłam zimą w Tatrach, nie uczestniczyłam też nigdy w takim wydarzeniu, a była to dobra okazja na podjęcie takiego wyzwania i być może przeżycia świetnej, górskiej przygody.

Ostatecznie wygrała ta druga Asiula. I była to decyzja, której nie żałuję. Wręcz przeciwnie. Na samo wspomnienie tamtych dni, aż robi mi się ciepło na sercu. 🙂

Nasz plan nie był dopięty na ostatni guzik. Wiedzieliśmy jedynie, że wybierzemy się 4. kwietnia do schroniska, gdzie będziemy mieć zapewniony nocleg. Następnego dnia weźmiemy udział w szkoleniach, a co miało nastąpić później, to już pozostawało otwartą kwestią.

Tak więc, w piątek, pojechaliśmy  do Zakopanego, by później wsiąść w busa do Palenicy. Stamtąd ruszyliśmy czerwonym szlakiem, pokrywającym się z drogą asfaltową, do Wodogrzmotów Mickiewicza. Trasa ta, jest mocno uczęszczana przez turystów, ponieważ jest to najprostszy szlak, którym można dojść do Morskiego Oka.

IMG_1892
Justyna i Łukasz w drodze do Wodogrzmotów Mickiewicza
IMG_1901
Wodogrzmoty Mickiewicza

Po dotarciu do Wodogrzmotów Mickiewicza stwierdziliśmy, że czas na chwilę przerwy, a że niedaleko tego miejsca znajduje się Schronisko w Roztoce, postanowiliśmy tam podejść.

Po posiłku, byliśmy gotowi, by ruszyć na szlak zielony, prowadzący cały czas Doliną Roztoki. Teren ten całkowicie mnie zachwycił. Wszędzie było pełno śniegu, wokół góry, cisza i tylko odgłos płynących zewsząd strumyków. Był to moment, gdy zakochałam się w zimowym, górskim krajobrazie. 🙂

IMG_1931IMG_1949IMG_1955Po około dwóch godzinach wędrówki, dotarliśmy do miejsca, gdzie musieliśmy zdecydować, jak dostać się do Schroniska “Piątka”. Mieliśmy dwa wyjścia. Albo iść dalej szlakiem zielonym, albo skręcić na szlak czarny. Wybraliśmy ten drugi, krótszy, ale za to bardziej stromy. Wtedy mieliśmy jeszcze dodatkowe utrudnienie, w postaci śniegu.

Ku mojemu zdziwieniu, wychodziło mi się bardzo dobrze, chociaż gdy patrzyłam w dół, byłam przerażona i jedyne o co się modliłam, to żeby się nie pośliznąć.

IMG_1966

IMG_1969
Czarny szlak “do góry”
IMG_1974
Buczynowe Turnie, Granaty i Wołoszyn

Podejście tym szlakiem trwało około godziny i było męczące. Ale jak to bywa w górach, po ciężkim wysiłku przychodzi czas na nagrodę, którą była w tym przypadku Dolina Pięciu Stawów. Najpierw naszym oczom ukazało się Schronisko “Piątka”, a następnie piękny widok na Przedni Staw Polski. I pomimo zmęczenia, nie poszliśmy od razu do schroniska. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy było podejście pod sam staw i zrobienie mu całej sesji zdjęciowej. 🙂

IMG_1983
Przedni Staw Polski
IMG_1984
Przedni Staw Polski
IMG_1997
Schronisko “Piątka”, a raczej jego fragment 🙂

Wróciliśmy do schroniska, by odpocząć i zjeść coś dobrego. 🙂 Ze względu na dużą liczbę przybyłych osób, byliśmy nastawieni na to, że będziemy spać na podłodze. Ku naszemu zaskoczeniu, czekał na nas w sali luksus w postaci materaca na podłodze, na którym naprawdę wygodnie się spało! Po ulokowaniu się, przyszedł czas na wieczorną integrację w stołówce. 😉

Następnego dnia, w sobotę, rozpoczęły się długo oczekiwane, szkolenia.

IMG_2012
Szkolenia. Kolejka do zapisów 🙂

Pierwszym, na które poszliśmy w trójkę, było lawinowe ABC, gdzie słuchaliśmy wykładu ratownika TOPR-u. Wykład był naprawdę ciekawy. Obejmował tematykę, dotyczącą zagrożenia lawinowego, sprzętu, który każda osoba wyruszająca w góry zimą powinna mieć i jak się nim posługiwać.

Kolejne szkolenie było równie ciekawe. Głównym tematem był sprzęt górski – raki i czekany. Prowadzący szkolenie opowiedział nam, jakie raki wybierać, jak je poprawnie nosić, jakie jest zastosowanie czekanów, jak je trzymać podczas wspinaczki, by nam nie zaszkodziły, a pomogły. 🙂

IMG_2042
Sweetfocia w przerwie między szkoleniami 🙂

Łukasz postanowił się jeszcze wybrać na rozszerzone szkolenie z obsługi sprzętu zimowego, gdzie głównie dowiedział się, jak można się asekurować podczas wspinaczki górskiej.

Justyna natomiast zdecydowała się na podstawowe szkolenie poruszania się na ski-tourach.

Ostatnim szkoleniem, na które poszliśmy był “TOPR”. Moim zdaniem było to najciekawsze szkolenie. Razem z innym ratownikiem TOPR-u odeszliśmy kawałek od Schroniska niebieskim szlakiem, by dojść blisko Wielkiego i Czarnego Stawu Polskiego (zajęło nam to ok 0,5 h). Widoki były niesamowite, a opowieści ratownika o różnego rodzaju akcjach ratunkowych i przepisach obowiązujących w Tatrach, naprawdę interesujące. 🙂

IMG_2080
Wielki Staw Polski

IMG_2049 IMG_2082

Na zakończenie pierwszego dnia szkoleniowego odbyło się losowanie nagród, w którym wzięli udział wszyscy uczestnicy. Nagrody były naprawdę ciekawe, chociaż w tym momencie ciężko jest mi sobie przypomnieć, co było do wygrania. Pamiętam jedynie nasz smutek, gdy losowanie się zakończyło, a nam nie udało się nic wygrać. 🙁

Całą sobotę zastanawialiśmy się, co zrobić z noclegiem. Na szkolenia przybyło naprawdę dużo osób i przybywali wciąż kolejni, z zamiarem wzięcia udziału w zawodach. O materacu nie było nawet co marzyć, ale i o kawałek podłogi mogło być trudno. Wahaliśmy się przez dłuższy czas i mimo, tego, że bardzo chcieliśmy zostać tam na noc, postanowiliśmy wrócić do Schroniska w Roztoce, by tam się przespać. O ile pamiętam, to obawialiśmy się, czy w drugim schronisku będzie dla nas miejsce, ale Łukasz zadzwonił i okazało się, że będziemy mogli spać na podłodze. Nam to odpowiadało. 😉

Na drogę powrotną wybraliśmy szlak zielony. Głównie dlatego, że był on o wiele łagodniejszy niż czarny, ale też dla urozmaicenia trasy. 🙂 Pamiętam, że podczas schodzenia miałam niezłą frajdę, bo większość zejścia spędziłam zjeżdżając na butach. 😀 Gdy mijaliśmy czarny szlak, cieszyliśmy się, że nie wybraliśmy go na zejście, bo z dołu wyglądało to nieciekawie.

Nasza droga powrotna do Roztoki odbywała się w pośpiechu, ponieważ dosyć późno zdecydowaliśmy się na powrót, a nie chcieliśmy wracać po ciemku. Pod koniec zejścia i tak złapał nas mrok. Ubraliśmy więc czołówki i ostrożnie schodziliśmy w dół. Było to dla mnie kolejne nowe doświadczenie – chodzenie po górach nocą zaliczam do ciekawych. 😉

Dotarliśmy w końcu do Schroniska w Roztoce. Justyna wiedziała, że w niedzielę z rana wróci do domu, natomiast mój i Łukasza plan na niedzielę wciąż pozostawał otwarty. Zastanawialiśmy się nad pójściem nad Morskie Oko. Nie byliśmy jednak pewni, jaka będzie pogoda, ponieważ miało być  deszczowo.

Tymczasem niedziela przywitała nas słoneczną pogodą, więc mogliśmy wybrać się do Morskiego Oka. Szliśmy czerwonym szlakiem, czyli trasą najbardziej uczęszczaną przez turystów. Przyznam szczerze, że droga do Morskiego Oka nie należy do najprzyjemniejszych. Dreptanie przez 1,5 h po asfalcie, jest po prostu męczące. Jednak ładne widoki wynagradzały tę niedogodność. 🙂

IMG_2154IMG_2159

Morskie Oko o tej porze roku było zamarznięte i prezentowało się naprawdę pięknie! Po zrobieniu kolejnej sesji 😉 weszliśmy do Schroniska Morskie Oko.

IMG_2163
Morskie Oko

IMG_2167Postanowiliśmy spróbować szarlotki. Nie mogło być inaczej, bo wcześniej w Roztoce i “Piątce” również próbowaliśmy. Nie były one jednak, aż tak dobre, jak ta w Morskim Oku. Jest to moja druga ulubiona szarlotka, po tej, którą miałam przyjemność jeść w Dolinie Chochołowskiej. Szczerze polecam! 🙂

Po dłuższym odpoczynku i podziwianiu Morskiego Oka, przyszedł czas na powrót do domu. Z jednej strony byłam naprawdę zmęczona, ale jakbym mogła dłużej zostać, to na pewno bym to zrobiła. 🙂

Droga powrotna, to niestety, 2 godziny marszu asfaltem, szlakiem, który przebyliśmy, wcześniej tego dnia ze Schroniska w Roztoce, przez Wodogrzmoty Mickiewicza do Palenicy.

IMG_2198 IMG_2211Na koniec udało mi się uchwycić takiego, oto pięknego mieszkańca Tatrzańskiego Parku Narodowego. 🙂

IMG_2225

Weekend, z którego chciałam zrezygnować, okazał się być jednym z najlepszych w tamtym roku. Wróciłam do domu pełna wrażeń, wiedzy i nowych doświadczeń oraz planów na powrót w te piękne okolice.

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *