Beskidy,  Górskie wędrówki

Główny Szlak Beskidu Wyspowego – część pierwsza

Beskid Wyspowy? No to lecimy…

Gdybyśmy zapytali ludzi z czym kojarzy im się Beskid Wyspowy, to pewnie otrzymalibyśmy odpowiedzi typu: Mszana Dolna, Kasina Wielka, Mogielica, Ćwilin lub “takie niskie pasmo między Krakowem, a Gorcami”. Czy aby na pewno takie niskie?

Wybraliśmy się wczoraj, z Anią i Kamilem w Beskid Wyspowy. Nie była to nasza pierwsza wycieczka w tamte okolice, choć z perspektywy czasu stwierdzam, że wędrujemy razem zdecydowanie zbyt rzadko. Trasa nie była wymagająca, ale i nie miała taka być – po 1. było to jedno z pierwszych wyjść w tym roku, po 2. musieliśmy wrócić do samochodu (a więc musiała być to pętla), po 3. nie mieliśmy świadomości warunków jakie panują w górach (a więc woleliśmy pójść krócej, niż o zmroku liczyć godziny pozostałe do samochodu).

Plan? Taki jak zawsze. Żeby każdy wracał z poczuciem spełnienia, radości i czekał na kolejny raz. Ale nie tylko. Wszyscy widzimy się na Rajdzie Majowym, więc trening górski na 2-2,5 tygodnia przed startem był jak najbardziej wskazany. I jeszcze jedno. Planowanie zdobycia wszystkiego to dla mnie niemal coroczne przedsięwzięcie. Miał być GSB albo GSS, miały być duże odznaki GOT PTTK, miała być Korona Gór Polski… Póki co wszystko czeka na trochę czasu, ale w tym roku musi się coś udać. Zaczynamy zdobywanie Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego! 🙂

Odznaka GSBW jest i nie jest wymagająca zarazem. Z jednej strony, kto kiedykolwiek chodził więcej powie, że 320 km w tak niskich górach, to nie wiele. Z drugiej, kto był kiedyś w Beskidzie Wyspowym i próbował zdobyć 2 góry tego samego dnia wie dlaczego nie będzie to takie lekkie. Mimo, że odznakę można zdobyć ciągiem w maksymalnie 16 dni i uzyskać tym samym odznakę diamentową, nie będzie to dla nas, osób pracujących, możliwe bez poświęceń (np. urlopu). Postanowiliśmy więc zdobyć odznakę złotą. Przejść cały szlak, podczas dowolnej liczby wycieczek po “przygotowanym” szlaku w dowolnym czasie i bez ciągłości w terenie. 320 km, 56 szczytów. Pierwsze kilka za nami!

Wracając do tematu. Po godzinie 10 dojechaliśmy do miejscowości Szczyrzyc. Wyruszyliśmy czarnym szlakiem, by zdobyć Grodzisko. Po drodze trafiliśmy na krótkie odbicie na Diabli Kamień, którego nie mogliśmy sobie odpuścić!

Diabli Kamień to niewielkie (obejście całości wokół nie zajmie Wam więcej niż 15 minut) wzniesienie z ogromnym kamieniem na “szczycie”. Ciekawostką była dla nas droga krzyżowa, której stacje, ze względu na krótkie podejście, oddalone były od siebie o niecałe 3 metry. Po krótkim postoju na kawę i delicje (a co!) ruszyliśmy w dalszą drogę.

IMG_5667

IMG_5666

IMG_5671
Droga Krzyżowa pod Diabelskim Kamieniem
IMG_5681
Diabelski Kamień

Czarny szlak z Diablego Kamienia na Grodzisko nie był wymagający, a jak na Beskid Wyspowy przystało, bardzo łagodny. Sam szczyt Grodziska jest dość rozległy i mocno zalesiony. Nie zobaczyliśmy z niego żadnych widoków, a tablica informująca o szczycie wyglądała tragicznie i ledwo ją znaleźliśmy.

IMG_5702
Jedno z wielu oznaczeń na “jesiennych” drzewach wokół Grodziska
IMG_5703
Budząca się do życia roślinność w Beskidzie Wyspowym
IMG_5708
Grodzisko (618 m n.p.m.)
IMG_5714
szczyt Grodziska

IMG_5711

Z Grodziska postanowiliśmy wrócić kawałek niebieskim szlakiem, by zdobyć Ciecień. Sukcesywnie wspinając się w stronę najwyższego szczyt Masywu Ciecienia, zobaczyliśmy tabliczki wskazujące wieżę widokową na Księżej Górze (nazwa wg Asi: Książęcy Szczyt ;D ). Po krótkim, ale stromym podejściu czekało na nas rozczarowanie. Po wieży widokowej nie było ani śladu. Jedynym co znaleźliśmy była kapliczka z kilkoma ławeczkami, gdzie na chwilę przysiedliśmy. W domu doczytałem, że w 2013 roku wieżę, ze względu na groźbę zawalenia, zamknięto, a rok później rozebrano. Niestety ściągnięcie tabliczek było zbyt wymagającym przedsięwzięciem i zostały na swoim starym miejscu, zmylając wędrowców takich jak my.

Po zejściu z Księżej Góry rozpędem weszliśmy na Ciecień. Pierwszy raz tego dnia udało nam się być na miejscu wcześniej niż wskazywały na to drogowskazy. Przy podejściu zaskoczyły nas niewielkie pokłady śniegu, które musieliśmy przekroczyć oraz kicające zające (których mi osobiście niestety nie udało mi się ujrzeć 🙁 ). Sam szczyt podobnie jak Grodzisko nie był zbyt spektakularny, ale mimo braku oznaczeń udało nam się znaleźć miejsce, z którego było widać ładne widoczki. 🙂

IMG_5719
chwilowy przewodnik podróży 😉
IMG_5742
widok z Ciecienia
IMG_5756
Pajacyk i Asia 😉

Na drogę powrotną wybraliśmy najkrótsze z możliwych zejść, co miało swoje odzwierciedlenie w stromiźnie terenu. Schodząc cieszyliśmy, że nie wybraliśmy tego szlaku w drodze ku górze. Był na prawdę stromy!

Maksymalna wysokość wczorajszej trasy to 829 m n.p.m., ale wychodząc z wysokości 332 m, to wcale nie tak mało (Kopiec Piłsudskiego w Krakowie jest położony ponad 50 m wyżej). Cała trasa zajęła nam 6,5 godziny, mimo że aż 3 mapy szacowały czas przejścia na 5 h. Po za niezbyt odważnymi kwiatami, mieliśmy cały czas wrażenie, że w górach wciąż trwa jesień – wszechobecne suche liście i łyse drzewa, to dominujący obraz jaki pozostawiła po sobie ta trasa.

IMG_5769

 

Plan wykonany w 100%, 3 szczyty z GSBW zaliczone, czego chcieć więcej w pierwszy, tak ciepły kwietniowy weekend?

Czy są wśród Was jacyś chętni na zwiedzanie Beskidu Wyspowego i zdobycie odznaki “Beskidzkie Wyspy”? Piszcie!

Niewolnik lenistwa, niezdecydowania i wielkich, szalonych planów. Kolarz, zapalony turysta górski, perfekcjonista i introwertyk... chyba...

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *