Zachód słońca w Gorcach
Beskidy,  Górskie wędrówki

Gościnne, grudniowe Gorce

Cześć!

W pewien grudniowy weekend miałem okazję poprowadzić, wraz z Oczkiem, jedną z grup na tzw. Rajdzie Ba(k)chusa, organizowanym przez zaprzyjaźnione Koło PTTK. Ucieszyło mnie, że rajd odbędzie się w Gorcach, które tak chętnie odwiedzam zimą. Nabierają wtedy szczególnego uroku, choć potrafią też nieźle dać popalić pieszemu wędrowcy. 😉

Jak przywitały nas Gorce

Od samego początku wiedzieliśmy, że będzie co wspominać po wyjeździe, ponieważ zaczęło się nietypowo: wylądowaliśmy w zupełnie innym miejscu, niż planowaliśmy. Niewzruszeni tym faktem, rzuciliśmy okiem na mapę i wyznaczyliśmy nową trasę, łączącą się możliwie szybko z wariantem opracowanym przez nas wcześniej. Początkowo wszystko przebiegało sprawnie, szliśmy szeroką drogą wspinającą się łagodnie pod górę. Pod stopami mieliśmy kilkanaście centymetrów skrzypiącego śniegu, którego obecność u podnóża gór wcale nie była taka oczywista, z uwagi na szalejący od kilku dni halny.

zimą w Goracach
I ruszyli…

Jednak, żeby nie było zbyt łatwo, zdaliśmy sobie w pewnym momencie sprawę, że ścieżka, w którą powinniśmy byli skręcić, wyparowała, a nam nie pozostało nic innego, jak torowanie sobie drogi w coraz głębszym śniegu, na azymut. Tym sposobem maszerowaliśmy gęsiego, po stromym zboczu, zyskując szybko wysokość, aż dotarliśmy do wygodnego, przetartego szlaku. 🙂

zima w Gorcach
Przedzieranie się przez Gorce 😉

Im dalej w Gorce, tym…

Wędrówka szlakiem przebiegała spokojnie, dopóki nie wynurzyliśmy się z lasu na otwartą przestrzeń. Czoło Turbacza przywitało nas mocnym podmuchem mroźnego wiatru. Najchętniej skrylibyśmy się z powrotem za osłoną drzew, ale po drugiej stronie polany kusiło nas swoją obecnością schronisko. Zapięliśmy więc kurtki pod szyję, zarzuciliśmy kaptury i ruszyliśmy stawić czoło wichurze, której podmuchy miały tego dnia osiągać prędkość 50 km/h. Widoczność spadła drastycznie, ale na szczęście szlak był wyraźnie wydeptany, dzięki czemu mogliśmy maszerować żwawym tempem, wpatrzeni w czubki własnych butów, nie zastanawiając się nad wyborem właściwego kierunku.

zima w Gorcach
Im dalej w las, tym… 😉
Czoło Turbacza. Wędrówka we mgle w Gorcach
Czoło Turbacza. Wędrówka we mgle…

Po opuszczeniu polany, humory wyraźnie się nam poprawiły, zwłaszcza że oczami wyobraźni widzieliśmy już siebie odpoczywających w ciepłej jadalni. Ostatnie metry przed schroniskiem upłynęły nam na dyskusji nad wyższością zupy czosnkowej nad chrzanową i borowikową… albo odwrotnie. W każdym razie wszystkie trzy są godne polecenia. 😉

Z okien jadalni schroniska na Turbaczu można zazwyczaj podziwiać piękną panoramę Tatr, ale tym razem, niestety, chmury przysłoniły nam widoki.

Przez śnieg do Maciejowej

W dalszą drogę wyruszyliśmy po dość długiej przerwie, ale za to posileni i w powiększonym składzie – do naszej szesnastoosobowej grupy dołączyła jeszcze czwórka znajomych. Zaczęliśmy od zdobycia najwyższego szczytu Gorców – Turbacza, a potem to już mieliśmy dosłownie z górki.

Grupa na szczycie Turbacza
Grupa w pełnej okazałości 😉 Turbacz zdobyty!

Maszerowaliśmy cały czas na zachód, wzdłuż oznaczeń czerwonego szlaku, co jakiś czas przekonując się na własnej skórze, że śniegu jest naprawdę sporo. Sam kilkakrotnie musiałem się wygrzebywać z zasp, które sięgały mi do pasa. Cierpiało na tym tempo naszej wędrówki, przez co zmrok zastał nas w połowie drogi między Turbaczem a Starymi Wierchami. Na szczęście każdy był przygotowany na takie warunki i mogliśmy kontynuować marsz w świetle czołówek.

Kikuty drzew i zachodzące słońce
Kikuty drzew to fragment scenerii Turbacza …

Zachód słońca w Gorcach

Zachód słońca w Gorcach

Oddalające się nocą skutery śnieżne
W lecie motory typu cross, w zimie skutery śnieżne – Gorce to chyba najbardziej rozjeżdżone pasmo górskie w Polsce.

Naszym celem była tego dnia Bacówka na Maciejowej, gdzie mieliśmy spotkać się z pozostałymi grupami, jednak po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Schronisku na Starych Wierchach. Ostatni odcinek szlaku okazał się dosyć śliski i błotnisty, w tym rejonie wyraźnie zima przegrywała już z roztopami. Do bacówki dotarliśmy po dziesięciu godzinach na szlaku (wliczając przerwy w schroniskach), ale takie są właśnie uroki zimowych Gorców. 🙂

Jak najszybciej do Nowego Targu

Następnego dnia, po całonocnej degustacji win [i nie tylko 😛komentarz redakcji] opuściliśmy bacówkę dosyć późno, ale na szczęście mieliśmy zaplanowaną krótką trasę. Na początek musieliśmy wrócić po naszych wieczornych śladach na Stare Wierchy. Poranek powitał nas pięknymi widokami, mogliśmy wreszcie zobaczyć ośnieżone Tatry, podziwiane do tej pory tylko na zdjęciach wiszących w schroniskach.

Tatry widziane z Bacówki PTTK na Maciejowej
Ośnieżone Tatry, to to, co tygryski lubią najbardziej 😉
Dwie osoby patrzące na Gorce i Tatry
Wypatrując celu
Bacówka PTTK na Maciejowej i widok na Gorce
“Nasza” Bacówka
Bacówka PTTK na Maciejowej
Bacówka PTTK na Maciejowej
Grupa idąca w stronę lasu
I ruszyli … (po raz drugi)

Tym razem wędrowaliśmy w jeszcze liczniejszym gronie, wraz z jedną z grup, z którą integrowaliśmy się wieczorem. Wszyscy zmierzaliśmy do Nowego Targu, ale aby tam dotrzeć, musieliśmy najpierw zejść do miejscowości Obidowa, a następnie wdrapać się na Bukowinę Obidowską. W trakcie wędrówki w górę nie obyło się bez regularnej bitwy na śnieżki pomiędzy grupami, którą chyba przegraliśmy… Ale ukształtowanie terenu działało na naszą niekorzyść. 😛 Do Nowego Targu dotarliśmy na tyle wcześnie, że przed odjazdem PKSa mogliśmy jeszcze najeść się w knajpie o genialnej nazwie “Tam gdzie zawsze“. 😀

Świeczka z ozdobą świąteczną
“Tam gdzie zawsze” 😉

Po raz kolejny przekonaliśmy się, że możemy polecić zarówno Gorce, jako świetny teren na zimowe, weekendowe wycieczki, jak i samą Bacówkę na Maciejowej, jako bardzo przyjemne i komfortowe miejsce noclegowe.

Byle do następnego razu!

Zjazd na jabłuszku w stronę potoku
“Dalej, dalej, jabłuszko Daniela!” 😀

I jeszcze na koniec nasza trasa z pierwszego dnia (tyle że ruszyliśmy z Koniny i do zielonego szlaku musieliśmy się przedzierać) oraz z drugiego dnia. 😉

Amator biegania, zapalony fotograf, pasjonat podróży - tych krótszych i dłuższych. Może rozmawiać na każdy temat, choć jego ulubionym są góry. Pójdzie z Tobą wszędzie, jeśli tylko zapytasz. Zbyt skromny, by napisać to samemu.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *