Costa da Morte, Muxía
Hiszpania,  Podróże

Costa da Morte – hiszpańskie Wybrzeże Śmierci

Costa da Morte, czyli Wybrzeże Śmierci, przeniosło nas w całkiem inny wymiar Hiszpanii. Poszarpane, skaliste wybrzeża, ogromne fale oceanu i porywisty wiatr… Oprócz dzikości, wolności i bijącego szybciej serca, o których wspominałam w pierwszym wpisie z Galicji, poczułam w tym rejonie pustkę, śmierć i aurę tajemniczości. Brzmi przerażająco, wiem, ale nazwa Costa da Morte nie wzięła się znikąd. Niespokojne prądy w tym regionie, doprowadziły do wielu katastrof morskich.

Zapewniam Was jednak, że zwiedzanie Costa da Morte od strony lądu to przyjemność sama w sobie. Przygotujcie swoje zmysły na łapczywe napawanie się tymi hiszpańskimi krajobrazami.

Costa da Morte, Hiszpania
Wybrzeże Śmierci, Hiszpania

Trasa: Faro de Cabo Fisterra – Cee – Nemiña – Muxía – Faro de Cabo Vilan – A Coruña

Faro de Cabo Fisterra

5 października

Po odebraniu kluczy od właścicielki mieszkania w Cee, ruszyliśmy w pośpiechu, by zdążyć na kolejny zachód słońca. Przylądek Fisterra już na nas czekał.

Po przybyciu na parking, zastaliśmy kilkadziesiąt innych osób, które wpadły na ten sam pomysł co my. Każdy zajął swoje miejsce, by podziwiać jak słońce chowa się pomału za horyzontem. Dźwięki muzyki i ciepło wydobywające się z restauracji, nadawały rytm tej chwili, a niczym nie przejmujące się kozy skakały po stromym urwisku Przylądka Fisterra.

Przylądek Fisterra, Hiszpania
Zachód słońca na Przylądku Fisterra

 

Przylądek Fisterra, Hiszpania
Latarnia na Przylądku Fisterra

Przechodząc z jednego miejsca na drugie, szukałam resztek spalonych ubrań, pozostawionych przez pielgrzymów wędrujących trasą Camino de Santiago. Dla wielu z nich Przylądek Fisterra jest ostatnim etapem podróży, a spalenie ubrań to rytuał pozwalający na zostawienie za sobą tego, co było i rozpoczęcie “nowego” życia.

W drodze – Cee – Nemiña

6 października

Obudziliśmy się w miejscowości Cee. Poranek nie zapowiadał się jakoś super. Było chłodno i mokro. W nocy padało. Mieliśmy tylko nadzieję, że pogoda poprawi się w ciągu dnia.

Cee, Hiszpania
Chłodny i pochmurny poranek w Cee

Wyjechaliśmy z Cee, by zobaczyć dalszą część Wybrzeża Śmierci. Słońce powoli i leniwie przedzierało się przez chmury, rozświetlając intensywną zieleń drzew i podkreślając błękit nieba. Dojechaliśmy do miejsca, gdzie droga prowadzi prosto do oceanu. Minęliśmy kilka aut. Jakaś Pani wypasała owce. Starszy Pan wybrał się na przejażdżkę autem, po czym wrócił, bacznie nas przy tym obserwując.

Nemiña, Hiszpania
Nemiña

 

Nemiña, Hiszpania
Droga do oceanu w miejscowości Nemiña

Nemiña, Hiszpania

Nemiña, Hiszpania

Pośrodku prawie niczego, dostrzegliśmy niewielki kościółek i przylegający do niego cmentarz. Budowla była zamknięta, ale wystarczyło nam to, co było na zewnątrz. Kadry same układały się do zdjęć.

Igrexa de San Martiño de Touriñán
Po prawej stronie w oddali dostrzegliśmy kościół

 

Igrexa de San Martiño de Touriñán
Igrexa de San Martiño de Touriñán

Igrexa de San Martiño de Touriñán

Muxía

Zapaliliśmy silnik i ruszyliśmy dalej. Jechaliśmy bardzo wąskimi i krętymi dróżkami, na których mijanie się wymagało intensywnego skupienia. Przy wjeździe do miejscowości, dostrzegliśmy stadion położony przy samym oceanie. Fajnie tu mają, pomyśleliśmy.

Muxía, Hiszpania
Pierwsze widoki na Muxíę

 

Muxía, Hiszpania
Stadion w Muxíi

Muxía przywitała nas pustkami i kolorowymi budynkami. Gdy wysiedliśmy z auta poczuliśmy dochodzący z oddali niezbyt przyjemny zapach ryb. Nie przeszkodziło nam to jednak w zwiedzaniu. Pojedynczy mieszkańcy zerkali na nas, witali uśmiechem i odważnie pozdrawiali ¡Hola!

Muxía, Hiszpania
Puste ulice i kolorowe domy w Muxíi

Muxía, Hiszpania

Muxía, Hiszpania

Muxía, Hiszpania

Porozwieszanie pranie w Hiszpanii
Porozwieszane pranie na zewnątrz budynków to w Hiszpanii codzienny widok

Po zrobieniu kilku zdjęć w okolicach centrum, wybraliśmy się w stronę Sanktuarium Virxe da Barca. Będąc niedaleko świątyni, usłyszeliśmy dobiegające z oddali śpiewy i muzykę. Była sobota, godzina ok. 13-14. Może to ślub?, powiedziałam do Łukasza. Nie minęło 5 minut, a okazało się, że miałam rację. Gromada gości przed kościołem wesoło śpiewających dla pary młodej, fale rozbijające się o skały tuż przy budowli i krążąca nad dachem chmara ptaków. Ślub na końcu świata. Był to dla nas przywilej zobaczyć kawałek hiszpańskiej kultury i to w takich wspaniałych okolicznościach.

Sanktuarium Virxe da Barca, Muxía
Sanktuarium Virxe da Barca

Sanktuarium Virxe da Barca, Muxía

Sanktuarium Virxe da Barca, Muxia
Kościół Virxe da Barca już na zawsze zostanie dla mnie kościołem na końcu świata

 

Sanktuarium Virxe da Barca, Muxía
Pobawiliśmy się przez chwilę w paparazzich, później wygonił nas kościelny 😉

 

Muxía, Hiszpania
Cmentarz w Muxíi

Muxía, Hiszpania

Camariñas – Faro de Cabo Vilán

Faro de Cabo Vilán, Hiszpania
Katastrofy morskie, które wydarzyły się na Wybrzeżu Śmierci

Po zwiedzeniu Muxí, ruszyliśmy w kierunku latarni na Przylądku Vilan. Ostatni, bardzo kręty odcinek drogi, zaprowadził nas na parking pod samą latarnię, a w zasadzie muzeum. Przechodziliśmy korytarzem niewielkiego muzeum, gdy w pewnym momencie natrafiliśmy na wiszące na ścianie rysunki. Nie były to zwykłe rysunki. Na każdym z nich były dokładnie rozrysowane i opisane katastrofy, jakie wydarzyły się u wybrzeży Costa da Morte. Był to najsmutniejszy moment całej wyprawy.

Do samej latarni prowadzi z muzeum tunel, chyba niedostępny dla turystów. Wyszliśmy więc na zewnątrz, by pozwiedzać okolice latarni. W którymś momencie znów nadleciała chmara ptaków, pozwalając nam na zrobienie jeszcze ciekawszych ujęć tego miejsca.

Faro de Cabo Vilán, Hiszpania
Mewy i latarnia

Idąc dalej, dostrzegliśmy parę, która robiła sobie zdjęcia na tle latarni. Zrobiliśmy im kilka ujęć z daleka. Niewiele się zastanawiając, powiedziałam do Łukasza, że warto podejść i zaproponować im wysłanie tych zdjęć po powrocie. Podeszliśmy do nich, wyjaśniliśmy całą sytuację i pokazaliśmy zdjęcia. Byli trochę zmieszani, przez co my również, ale dali nam swój adres email. Po wiadomości zwrotnej od Enrique wiemy, że sprawiliśmy im dużą radość tym zdjęciem. Był to dla mnie jeden z przełomowych momentów w fotografii, bo w końcu odważyłam się zagadać do kogoś obcego i podzielić tym, co dla mnie bardzo cenne. 

Faro de Cabo Vilán, Hiszpania
Enrique ze swoją drugą połówką na Przylądku Vilán

Przez 100 kilometrów podróży po Costa da Morte mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na końcu świata. Ostatnim etapem wycieczki tego dnia był dojazd do A Coruñi. Byliśmy już tak zmęczeni pstrykaniem zdjęć, że jedyne co robiliśmy po drodze, to podziwialiśmy kadry, które pojawiały się przed nami.  

Faro de Cabo Vilán, Hiszpania
Przylądek Vilán w całej okazałości

 

Costa da Morte – praktyczne wskazówki:

  • Hotel na Przylądku Fisterra – koniecznie obczajcie! Nie mieliśmy zdjęć, żeby go pokazać, ale chętnie byśmy przenocowali się w takim hotelu na końcu świata. 😉
  • Nocleg w Cee;
  • Przydatne hiszpańskie słowa:

¡Hola! – Cześć!

Faro – latarnia

Cabo – przylądek

Iglesia – kościół, (Igrexa po galicyjsku )

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *