Górskie wędrówki,  Zagraniczne wyprawy

Tre Cime di Lavaredo – ikona Dolomitów

Jakie będzie Twoje pierwsze skojarzenie, jeśli zapytam Cię o Dolomity? Góry? Włochy? Via ferraty? A może wymienisz jakiś szczyt? Marmolada? Cinque Torri? A może przypomnisz sobie najbardziej znany widok, który widzisz powyżej i który wyskakuje od razu po wpisaniu frazy “Dolomity” w wyszukiwarce? Pozwól, że Cię tam zabiorę. 😉

Ten najbardziej znany widok to Tre Cime di Lavaredo, czyli po prostu “Trzy Szczyty.” Widok znany, lubiany, fotografowany, ale przede wszystkim bardzo wdzięczny w każdych warunkach. Bardzo łatwo jest się tutaj także dostać. W zasadzie nawet nie jest potrzebny samochód (choć ten może pomóc). Z lokalnej “Szczawnicy”, czyli spod Lago di Misurina, można dojechać busikiem (za 4 euro) i dzięki temu zaoszczędzić 26 kolejnych eurasów na wjeździe na płatną drogę.

Płatny odcinek prowadzi chwilę po serpentynach (piękna droga) i wyjeżdżamy nią na wysokość 2320 m n.p.m. Tutaj mamy pierwsze z wielu schronisk wokół masywu (Rifugio Auronzo) oraz spore parkingi dla osobówek, autobusów i kamperów.

Ruszamy!

Gdy tylko zobaczyliśmy zdjęcia innych fotografów z tego miejsca, postanowiliśmy – jedziemy na zachód słońca. Przez kilka dni czatowaliśmy na dobre warunki. Naszym marzeniem było zdjęcie wykonane w złotej godzinie, przy idealnym oświetleniu – takie, które będziemy mogli wywołać na pół ściany. Nie mówiłem o tym zbyt głośno, ale zamarzyłem sobie również zdjęcie szczytów z drogą mleczną. Do tej pory, nie sfotografowałem nigdy poprawnie drogi mlecznej. Zawsze zdjęcie było zbyt ciemne, rozmazane albo zbyt zanieczyszczone innymi źródłami światła. W ramach przygotowań nadrobiłem teorię i uzbrojony w wiedzę postanowiłem spróbować, jeśli zostaniemy w tym miejscu wystarczająco długo.

Kopczyki ładnie wkomponowują się w kadr 😉

Już na samym wstępie rozdzieliliśmy się na dwie grupy – turystyczną i fotograficzną. Pierwsza, dwuosobowa, w składzie Mama i Monia, postanowiła okrążyć Tre Cime przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, odwiedzając przy okazji 3 kolejne schroniska (Rifugio Lavaredo, Rifugio Antonio Locatelli, Malga Langalm). Druga, czyli Asia i ja, postanowiliśmy pójść w przeciwnym kierunku. Planowaliśmy szybko minąć schronisko Malga Langalm, znaleźć miejsce do fotografowania i czekać na idealne warunki pogodowe.

Nasze kroki skierowaliśmy na bajeczną przełęcz Forcella del Col de Mèdo. Tutaj zobaczyliśmy fotografów strzelających w kierunku poszarpanego masywu Cadini di Misurina. Trochę pozazdrościliśmy im kadru, ale czuliśmy, że zadanie, którego się podejmujemy, jest nieco trudniejsze.

Masyw Cadini di Misurina, a w dole po prawej okolica Lago di Misurina
Widok z przełęczy Forcella del Col de Mèdo
Tre Cime di Lavaredo
Tre Cime z innej perspektywy

Wstępnie wiedzieliśmy, gdzie chcemy się “rozłożyć” i na jaki kadr liczymy. Mieliśmy to w głowie, ale do wykonania potrzebowaliśmy tego idealnego miejsca. Z przełęczy zeszliśmy do doliny i rozpoczęliśmy poszukiwania 3 alpejskich jeziorek. Chcieliśmy uchwycić szczyty wraz z odbiciami, ale okazało się, że brakuje nam szerokości! Musieliśmy nieco się odsunąć od “Trzech Szczytów”. Postanowiliśmy podążyć w kierunku schroniska Rifugio Antonio Locatelli, skąd kadr stawał się nieco szerszy, ale bardziej majestatyczny.

Tre Cime – w poszukiwaniu idealnych warunków

Przez najbliższą godzinę szliśmy na przełaj, wzdłuż ścieżki, poszukując wymarzonego kadru. Zatrzymywaliśmy się co 50 metrów, patrzyliśmy czy coś nam wychodzi i ruszaliśmy dalej. Czas uciekał, ale mieliśmy wystarczający zapas, żeby bezstresowo się ustawić. Nasze humory psuły jednak chmury, które nie tylko zakrywały całkowicie słońce, ale również utrzymywały się grubą warstwą nad kierunkiem, w którym podążało. Widzieliśmy tylko dwie krótkie przerwy w warstwie chmur – każda na jakieś 5-10 minut, po których słońce znów się schowa.

Po znalezieniu odpowiedniego miejsca, szybko rozłożyłem statyw, wycelowałem aparat i czekałem z wężykiem spustowym na odpowiedni moment. W tym samym czasie Asia przechadzała się raz w jedną, raz w drugą stronę, szukając ciekawych kadrów w innym kierunku oraz robiąc insta stories na naszego Instagrama.

Kadr wypatrzony przez Asiulę podczas czatowania na idealne warunki fotograficzne
Tre Cime di Lavaredo
Pogoda okazała się łaskawa! Pierwsze zdjęcie Tre Cime, które nam tego dnia wyszło naprawdę nieźle 🙂
Tre Cime di Lavaredo
Góry szybko zrobiły się pomarańczowe, a później chciały zrobić się czerwone (ale sąsiednie góry i chmury nie pozwoliły na pełną zmianę koloru)

W końcu słońce, chmury i Dolomity zlitowały się nad nami! Tak jak szacowaliśmy, dostaliśmy 2 razy po 5 minut czasu na zrobienie zdjęć o zachodzie.

Widok spod Tre Cime
Tre Cime di Lavaredo
Skoro szczytów Cime jest trzy, to i zdjęć musi być trzy! 😉 Ostatni kadr jaki nam wyszedł. 🙂

Niebieska godzina i gwieździste niebo

Kiedy tylko słońce schowało się za Monte Rudo, ruszyliśmy w drogę powrotną. Staraliśmy się w międzyczasie skontaktować z Mamą i Moniką, ale po prostu nie mieliśmy zasięgu. Szybkim krokiem dotarliśmy z powrotem na przełęcz Forcella del Col de Mèdo, cały czas podziwiając niebiesko-fioletowe niebo ozdobione malutkimi chmurkami.

Spektakl na niebie rozpoczął się zaraz po zachodzie…
Trwał i trwał, a my nie mogliśmy się nim nacieszyć
Raz za razem odwracaliśmy się, żeby sfotografować to, co nam natura postanowiła zaprezentować!

Dotarliśmy do samochodu, cały czas nie mając kontaktu z Pierwszą Grupą. Zaczęliśmy się już martwić, gdy nagle dostaliśmy informacje – Dziewczyny są 1,5 godziny za nami, po tym jak zmieniły delikatnie swoje plany. Co mogliśmy zrobić? Rozłożyłem statyw i zacząłem fotografować zachmurzone niebo i nocne szczyty masywu Cadini di Misurina. Im dłużej robiłem zdjęcia, tym bardziej zauważałem, że chmury się rozwiewają. Ostatnie zdjęcia, jakie zrobiłem, gdy Mama i Monika dochodziły do samochodu, były już ich niemal pozbawione. Te zdjęcia nie są perfekcyjne, ale to najlepsze zdjęcia nocnego nieba, jakie do tej pory zrobiłem. Dobrze, że Dziewczyny zmieniły plany! 🙂

Droga mleczna nad masywem Cadini di Misurina

Niewolnik lenistwa, niezdecydowania i wielkich, szalonych planów. Kolarz, zapalony turysta górski, perfekcjonista i introwertyk... chyba...

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *