Albania,  Podróże

Pierwsze wrażenia z Albanii – Wstęp

Jadąc do Albanii nie wiedzieliśmy, czego się tak naprawdę spodziewać. W końcu to jeszcze nie tak bardzo turystyczny kraj. Przeczytaliśmy kilka artykułów, mieliśmy przewodnik, zaznaczyliśmy kilka miejsc na mapie, niby wszystko jasne. Przygotowaliśmy ubrania, sprzęt fotograficzny i ruszyliśmy w drogę.

Pierwszy stop – Macedonia

Wyruszyliśmy z Krakowa około godziny 14. “Witaj przygodo!” pomyślałam. Pierwszego dnia jechaliśmy przez Słowację i Węgry. Jazda samochodem ma swoje plusy. Przede wszystkim można się zatrzymać, gdzie się chce, spać spokojnie, czytać książkę, słuchać muzyki i podziwiać widoki za oknem. Jednak jej zdecydowanym minusem jest to, że się ciągnie w nieskończoność, szczególnie, jeśli podróż trwa więcej niż kilka godzin.

Mieliśmy zarezerwowany nocleg w Segedynie na Węgrzech w hotelu, który posiadał swój basen na zewnątrz. Szkoda tylko, że był to początek października… Pobudka o 7 rano w poniedziałek i podróż do Ochrydy w Macedonii, w której mieliśmy zostać dwa dni i co nieco zwiedzić. Tak też uczyniliśmy, ale o tym w innym poście. 😉

Zapakowaliśmy się w środę wieczorem ponownie do auta, by następnego dnia rano wyruszyć do Albanii. Ze względu na to, że nie wszystkie drogi w Albanii są w dobrym stanie, zdecydowaliśmy się na podróżowanie przez Grecję. Dzięki czemu zaoszczędziliśmy sporo czasu.

Podróż przez Grecję do Albanii

Jeden z ostatnich etapów podróży – przekroczenie granicy grecko-albańskiej. Celnik pyta Łukasza, gdzie podział się jego “ogon” (dosłownie zapytał się o “tail” 😀 ) Część z Was wie, że jeszcze do lipca tamtego roku, Oczko miał dłuższe włosy niż ja. Włosów nie ma, ale zdjęcie w paszporcie zostało. 😉

Jeden z wielu tuneli na greckich autoradach. ;)
Jeden z wielu tuneli na greckich autoradach. 😉

Z uśmiechem na twarzach wkraczamy do Shqipërii, czyli Albanii, po albańsku. 😉 Pierwsze co nas uderza, to widok na góry, rozciągające się przez całą drogę do Sarandy. Następnie stado kóz, krów i owiec na głównej drodze, prowadzone przez pasterza. A także co jakiś czas pojawiające się bunkry, o których więcej również w jednym z kolejnych wpisów. I oczywiście nie mogło zabraknąć słońca i 25 stopni za oknem. 😉

Pierwsze albańskie widoczki
Pierwsze albańskie widoczki
Taka sytuacja na głównej drodze w Albanii ;)
Taka sytuacja na głównej drodze w Albanii 😉
Jeden z wielu pasterzy mijanych po drodze
Jeden z wielu pasterzy mijanych po drodze
Bunkry - pozostałości po komunistycznych rządach Envera Hodży
Bunkry – pozostałości po komunistycznych rządach Envera Hodży

Pierwsze większe miasto – Saranda

Chłonęliśmy krajobrazy za oknem, jak małe dzieci. Było tak pięknie i inaczej, niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a był to dopiero początek. 😉 Po ponad godzinie jazdy byliśmy w Sarandzie – turystycznym mieście na południu Albanii. Kolejna rzecz, która nam się rzuciła w oczy – w mieście nie było żadnych świateł sygnalizacyjnych, a większość skrzyżowań stanowiły ronda. Nasz GPS kazał nam wjechać pod prąd, więc chwile kluczyliśmy po mieście. Warto było jednak na chwilę się zgubić. Dzięki temu doznaliśmy bliskiego spotkania z morzem Jońskim i palmami. Cóż za piękny widok! Wróciliśmy do skrzyżowania, gdzie chwilę wcześniej mijaliśmy się z samochodem z polską rejestracją.

Dojechaliśmy do miejsca, gdzie przywitała nas właścicielka apartamentu, w którym jak się okazało zostaliśmy do końca naszego pobytu. Miła, uśmiechnięta, nie do końca mówiąca po angielsku, ale jak się ludzie chcą dogadać, to język nie stanowi żadnej bariery. “Witaj Albanio!” uśmiechnęłam się w duchu. W końcu dotarliśmy do kraju, o którym wcześniej tyle rozmyślaliśmy. Już nadszedł ten moment! Kolejny widok na morze, tym razem z naszego balkonu. Szybko się przebraliśmy i poszliśmy coś zjeść, by następnego dnia zacząć nasze wakacje w październiku…

Widok z naszego apartamentu w Sarandzie
Widok z naszego apartamentu w Sarandzie
Zwiedzanie Sarandy czas zacząć... :)
Zwiedzanie Sarandy czas zacząć… 🙂

Wpis o tym, co warto zwiedzić w Sarandzie, znajdziecie tutaj.

Wpis o tym, co warte jest zobaczenia w okolicach Sarandy, znajdziecie tutaj.

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *