Beskidy,  Górskie wędrówki

Bieszczady – Połonina Caryńska

We wpisie rozpoczynającym cykl o Bieszczadach, Łukasz podzielił się swoimi wspomnieniami, gdy jeszcze, jako berbeć, chodził z rodzicami po bieszczadzkich szlakach. Ja, w przeciwieństwie do niego, nie mam takich doświadczeń. Moje spotkanie z Bieszczadami miało miejsce w wieku 25. lat. To właśnie w 2014 roku wybrałam się po raz pierwszy z PTTK nr 7 przy UEKu* na rajd górski. Majówka w Bieszczadach – brzmiało świetnie. W rzeczywistości było to trudne doświadczenie dla osoby nie chodzącej wcześniej za wiele po górach. Trzy dni wędrówki z ciężkimi plecakami i spanie w namiotach dało mi w kość. Na szczęście towarzystwo było świetne – Łukasz, przyjaciółka Ewa i wspaniali towarzysze z PTTK. To dzięki nim nie zrezygnowałam z rajdu. Postanowiłyśmy jednak, wraz z Ewą, odpuścić sobie wtedy wejście na kilka szczytów – m.in HaliczPołonina Caryńska. Chociaż było mi żal, że ich nie zdobyłam, wiedziałam, że będzie to dobry powód, by wrócić w te wspaniałe tereny.  

Majówka 2014. Od lewej: Ja, Ewa i Oczko (jeszcze w długich włosach 😉 )

Po ponad czterech latach, wielu górskich rajdach, wędrówkach i doświadczeniach, powróciliśmy z Łukaszem w Bieszczady, bym mogła nadrobić bieszczadzkie zaległości. 

Poranek w Ustrzykach Górnych

Poranek, po pierwszej nocy w namiocie, nie należał do lekkich. Noc przespaliśmy połowicznie, ponieważ:

a) zewsząd docierały do nas głosy osób, które bawiły się tej nocy świetnie;

b) pierwsza noc w namiocie zawsze jest mało wygodna i niesie ze sobą ból, nieprzyzwyczajonych do karimaty, pleców.

Poprzedni dzień również nie należał do łatwych – ponad 8 godzin na nogach, zdobyte trzy szczyty (Rozsypaniec, Halicz i Szeroki Wierch)

Po rozsunięciu wejścia namiotu, dotarły do nas pierwsze promienie słoneczne. Magicznie podświetlona rosa na trawie, stała się głównym obiektem mojego aparatu, przez co szybko zapomniałam o bolączkach ostatniej nocy. 🙂

Camping nr 150, Ustrzyki Górne
Pierwsze promienie słońca

Natura i fotografia, to moje ulubione połączenie! 🙂

Kierunek -> Połonina Caryńska

Wizja zdobycia Połoniny Caryńskiej napawała mnie radością, chociaż przyznam, że zakwasy miałam wszędzie. Trasa została wyliczona na ok. 4 godziny: Ustrzyki Górne -> Połonina Caryńska -> Brzegi Górne. Zapowiadało się nieźle! Nasmarowani kremem do opalania, spakowani do jednego plecaka, ruszyliśmy w trasę. 

Czerwony szlak w stronę Połoniny Caryńskiej, Bieszczadzki Park Narodowy
Początek wędrówki szlakiem czerwonym

Naszym wyznacznikiem był czerwony szlak. Obraliśmy więc odpowiedni kierunek z campingu. Przy kasie biletowej zostałam skomplementowana przez Panią, której spodobała się moja czarna koszulka z wilkiem i chciała taką kupić. Niestety, była to edycja limitowana, stworzona na potrzeby Rajdu z PTTK przy UEKu.

Z 12 złotymi mniej w portfelu, wkroczyliśmy do Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Czasem słońce, czasem wiatr

Trasa zaczęła się w lesie i cały czas prowadziła pod górę. Był to jednak całkiem przyjemny odcinek szlaku, w ciszy, bez upalnego słońca i smagającego po policzkach i nogach wiatru, czego nie można powiedzieć o dalszym fragmencie. 

Jak się dowiedzieliśmy z tabliczek edukacyjnych, ustawionych na szlaku, szliśmy starym lasem bukowym. 

tabliczki edukacyjne w Bieszczadach
Bo nauki nigdy za wiele. 😉

Po wyjściu z lasu, zobaczyliśmy majaczącą w oddali Połoninę Caryńską. Czekała na nas i wołała do siebie. Poczuliśmy również, że zmieniły się proporcje wysokości do warunków atmosferycznych. Szlak był bardziej łagodny, jednak słońce naparzało jak szalone. Po chwili poczuliśmy też mocny podmuch wiatru, który towarzyszył nam do kolejnego wejścia do lasu, czyli ostatniego fragmentu trasy. W zasadzie połączenie słońca i wiatru nie było aż tak złe, bo słońce ocieplało wiatr, a wiatr sprawiał, że słońce tak bardzo nie grzało. 😉

Kierunek- Połonina Caryńska
Kierunek: Połonina Caryńska

Chwila odpoczynku, zagrycha, zdjęcie, kilka łyków wody i idziemy dalej. 

Majacząca w dali Połonina Caryńska
Majacząca w oddali Połonina Caryńska

Połonina Caryńska – zdobycie szczytu(ów)

Jak się okazało, Połonina Caryńska ma dwa szczyty. I to, że widzisz jeden, nie znaczy, że nie ma drugiego, gdzieś w oddali. Na szczęście całkiem sprawnie wyszło nam zdobycie pierwszego, a następnie drugiego. Zauważyliśmy też taką zależność – im bliżej południa (pora dnia), tym więcej ludzi na szlaku i co ciekawe, wiatru też. Czyżby Caryńska miała dość odwiedzin tego dnia? 

Gdzieś pomiędzy pierwszym, a drugim szczytem byliśmy świadkami dwóch scen. Jedna z niewielką akcją, a druga bardziej śmieszna: 

  1. W pewnym momencie zauważyliśmy helikopter zbliżający się do nas. Wyglądało, jakby szukał miejsca do lądowania, a przez zrywający kurtki i kapelusze wiatr, nie mógł tego zrobić. Przyznam, że po raz pierwszy widziałam helikopter tak blisko siebie w górach. Ludzie wyciągnęli telefony i zaczęli robić relacje. Ciekawe ile postów z tymi zdjęciami lub filmikami pojawiło się tego dnia na facebooku lub instagramie. 😉 
  2. Gdy podchodziliśmy na drugi szczyt Caryńskiej, obok nas szli dwaj mężczyźni, znajomi, którzy wybrali się z córkami w góry. Dwie dziewczynki w wieku około 7 lat. Ojciec jednej córki mówi: Dobra to teraz złapcie się za ręce, tak żebyście razem zdobyły szczyt. Córka się ucieszyła i mówi: Dobra tato. To wy też się złapcie za ręce. 😀 Ojciec ze śmiechem odpowiedział, że to chyba nie jest dobry pomysł. 😉

I taki sposób, wszyscy z uśmiechami dotarliśmy na drugi szczyt Połoniny.

Taki uśmiech miał Oczko podczas całej wyprawy w jego ukochane Bieszczady. 🙂

Napawanie się widokami z Połoniny Caryńskiej

Połonina Caryńska -> Brzegi Górne

Po cyknięciu kilku zdjęć na szczycie, ruszyliśmy w dół. Mieliśmy ok 700 m przewyższeń do zgubienia. Przez kolejne 20 minut schodziliśmy jeszcze w słoneczno-wietrznych warunkach, po czym schowaliśmy się lesie. Było południe, grzało niesamowicie, a niektórzy dopiero wychodzili na szczyt. Cieszyliśmy się, że to już za nami. 😉 

Połonina Caryńska, Bieszczady

Połonina Caryńska, Bieszczady

Końcowy odcinek w lesie podobał mi się chyba jeszcze bardziej, niż ten na samym początku wędrówki. Nie dlatego, że byliśmy już bliżej końca niż początku, ani dlatego, że szliśmy w dół, bo było ostro. Ale dlatego, że ten fragment lasu był bardziej bajkowy, z ciekawymi wstawkami strumyków, pozawijanymi ścieżkami, itp. Robiliśmy trochę przerw, czytaliśmy kolejne informacje na tabliczkach i prawie skończyliśmy zapasy wody. Między tymi wszystkimi czynnościami, zastanawiałam się, czy gdzieś tutaj biegali aktorzy z serialu Wataha (jeśli nie widzieliście, to baaardzo polecamy!). 

Na koniec wstąpiliśmy do Zajazdu pod Caryńską i zjedliśmy pyyyszne placki (cygański i wegetariański). Polecamy! 🙂

Zajazd pod Caryńską, Ustrzyki Górne
Zajazd pod Caryńską

Informacje:

  • Transport: Schodząc czerwonym szlakiem do Brzegów Górnych, od razu trafia się na parking z busami, które odjeżdżają do Ustrzyk Górnych;

  • Camping: Spaliśmy w namiocie w Campingu nr 150; koszt to ok. 30 zł za dwie osoby na jedną noc (+samochód);

  • Trasa: Całą trasę znajdziecie tutaj

*Zachęcam gorąco do dołączenia do wspaniałych ludzi z PTTK nr 7 przy UEKu. Zapewniam Was, że z nimi, nawet najcięższa wędrówka, to pikuś. 🙂 

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *