Górskie wędrówki,  Tatry

Przełęcz Krzyżne – pierwsze dwa tysiące metrów nad poziomem morza

Podczas naszego ostatniego wypadu w Tatry, wybraliśmy się na Przełęcz Krzyżne. Było to moje pierwsze przekroczenie granicy ponad dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza, co uważam za ogromny sukces. Nie powiem, że była to łatwa wędrówka, ale satysfakcjonująca na pewno. Jak wiadomo, im większa wysokość, tym lepsze widoki. A te, które miałam okazję podziwiać podczas naszej wędrówki na Przełęcz Krzyżne, przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

Z Kuźnic do schroniska Murowaniec

W początkowej fazie naszej trasy, towarzyszyła nam Justyna, nasza współlokatorka. Udaliśmy się najpierw busem do Zakopanego, a następnie do Kuźnic. Tam wybraliśmy żółty szlak do Przełęczy między Kopami (1499 m n.p.m.), a następnie ruszyliśmy szlakiem niebieskim, którym doszliśmy do Schroniska Murowaniec. Tam wstąpiliśmy na żurek i szarlotkę.

Na Przełęczy między Kopami. Widok na Dolinę Jaworzynki
Na Przełęczy między Kopami. Widok na Dolinę Jaworzynki
IMG_2602.CR2
Justyna i Łukasz podziwiają Tatry.
Obserwatorium na Kasprowym Wierchu
Obserwatorium na Kasprowym Wierchu
Tatry. Od lewej: Wołoszyn, Orla Perć, Kościelec i Świnica
Tatry. Od lewej: Wołoszyn, Orla Perć, Kościelec i Świnica

Żółtym szlakiem na Przełęcz Krzyżne

Po przerwie nasze drogi się rozeszły, gdyż Justyna poszła zwiedzać inne rejony Tatr. My natomiast ruszyliśmy żółtym szlakiem, prowadzącym prosto na Przełęcz Krzyżne. W sumie nie tak całkiem prosto. 😉 Mogę szczerze przyznać, że szlak jest trochę wymagający, ale jego przejście daje niezwykłą satysfakcję i możliwość podziwiania cudownych widoków!

Pierwszą atrakcją, jaką napotkaliśmy idąc żółtym szlakiem, był Czerwony Staw. Co ciekawe, staw swoją nazwę otrzymał dzięki sinicy, która barwi kamienie leżące wokół i na dnie stawu na czerwono. Chociaż w samym stawie nie było za wiele zabarwionych na czerwono kamieni, to i tak prezentował się pięknie.

Tatry, Czerwony Staw
Czerwony Staw
W drodze na Przełęcz Krzyżne - Czerwony Staw
Czerwony Staw
IMG_2639.CR2
Czerwone (?) kamienie przy Czerwonym Stawie

Postanowiliśmy z Łukaszem zrobić sobie przerwę na kanapki i herbatkę, by podziwiać to cudo natury. Po przerwie spotkała nas tutaj zabawna sytuacja. Gdy pomału zbieraliśmy się w dalszą drogę, powiedziałam do Łukasza popularne u nas powiedzonko: “No to lecim na Szczecin”. Na co jeden z siedzących opodal mężczyzn odpowiedział: “O Wy również jesteście ze Szczecina, tak jak my”? 😀 Musiałam się tłumaczyć, że to tylko takie powiedzenie, a my jesteśmy z Podkarpacia. 🙂

Po krótkiej przerwie, ruszyliśmy w trasę, a po drodze napotkaliśmy młodziutką kozicę. Wyglądała na nieco zgubioną, ale do zdjęcia ustawiła się jak modelka. 😉

IMG_2649.CR2
zagubiona kozica

Po łatwiejszej części szlaku, przyszło nam zmierzyć się z trudniejszym fragmentem, którym było podchodzenie na Przełęcz Krzyżne. Samo podejście to dosyć stromy szlak, składający się z mniejszych i większych skał. Dla osób mało chodzących po górach może się wydawać trudny. Mnie podchodzenie sprawiło niezłą frajdę. Trzeba jednak uważać na zsuwające się kamienie, przez które nie trudno o ześliźnięcie.

Dolina Pańszczycy
Dolina Pańszczycy
Przełęcz Krzyżne. Po prawej żółty szlak, którym wychodziliśmy.
Przełęcz Krzyżne. Po prawej żółty szlak, którym wychodziliśmy.
Widok z Przełęczy Krzyżne na Dolinę Pańszczycy
Widok z Przełęczy Krzyżne na Dolinę Pańszczycy

Cel osiągnięty – zdobycie Przełęczy Krzyżne – 2112 m n.p.m

Gdy udało nam się w końcu osiągnąć cel naszej wędrówki – Przełęcz Krzyżne, nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Po obydwu stronach, rozciągały się doliny, a za nimi cudowne grzbiety górskie. Dla mnie jednak najpiękniejszym widokiem była rozpościerająca się przed nami Dolina Pięciu Stawów. Coś niesamowitego! Nie da się opisać wrażeń z tamtego miejsca. Tam trzeba być! 🙂

Widok z Przełęczy Krzyżne na Dolinę Pięciu Stawów i Tatry Wysokie
Widok z Przełęczy Krzyżne na Dolinę Pięciu Stawów i Tatry Wysokie
Schronisko "Piątka". Widok z Przełęczy Krzyżne
Schronisko “Piątka”. Widok z Przełęczy Krzyżne
IMG_2684.CR2
Tajemniczy znak na Wołoszynie
Tatry Bielskie z Przełęczy Krzyżne
Tatry Bielskie z Przełęczy Krzyżne

Oczywiście nie mogło się obyć bez pamiątkowej fotki, która okazała się być naszą ulubioną, jak do tej pory. 🙂

IMG_2667.CR2
Zdobywcy Przełęczy Krzyżne 😉

A swoją obecnością na przełęczy, zaszczyciła nas kolejna, tym razem starsza, kozica. 🙂

IMG_2688.CR2
druga kozica (na Przełęczy Krzyżne)

Z Przełęczy Krzyżne w kierunku Doliny Pięciu Stawów

Ze względu na to, że gonił nas czas i zostało jeszcze trochę trasy do przejścia, nasza przerwa na przełęczy nie trwała długo. Szlak, którym schodziliśmy wcale nie był łatwiejszy od tego, którym wchodziliśmy. Może dlatego, że wciąż był to żółty szlak, prowadzący dalej do Doliny Pięciu Stawów.

Siklawa i Dolina Pięciu Stawów
Siklawa i Dolina Pięciu Stawów

Zejście było naprawdę strome i składało się w większości z kamieni, poukładanych, jak schody. Bałam się patrzeć w dół, gdyż wydawało mi się, że jeden nieuważny krok, a spadnę w przepaść… Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. 😉

Gdy skończył się żółty szlak, przeszliśmy kawałek niebieskim, a w pobliżu widzieliśmy Schronisko “Piątka”. Bardzo chcieliśmy do niego wstąpić, ale brak czasu nam na to uniemożliwił.

Przedni Staw Polski
Przedni Staw Polski

IMG_2698.CR2

Ostatnia (nie taka) prosta

Po zejściu z niebieskiego szlaku, odbiliśmy na szlak zielony. Nasza droga powrotna wyglądała tak samo, jak wtedy, gdy wracaliśmy z dni lawinowo ski-tourowych .

Siklawa
Siklawa

Zapomniałam w tamtym wpisie jednak wspomnieć, że schodząc zielonym szlakiem, mija się wodospad Siklawa. Być może dlatego, że wtedy było dużo śniegu i nie stanowił większej atrakcji. Letnią porą jest naprawdę imponujący!

IMG_2703.CR2

Zeszliśmy tym szlakiem do Wodogrzmotów Mickiewicza, stamtąd czerwonym do Palenicy i busem do Zakopanego. Ciągle mieliśmy nadzieje, że uda nam się szybko złapać autokar do Krakowa. Mieliśmy pewne obawy, ponieważ była to naprawdę piękna sobota, a w górach pełno turystów. Ponadto było już późno, okolice godziny 20. Łukasz obliczył trasę na 8 godzin, a wyszło 10 godzin. Jak On to obliczył? 😀

Nasze obawy niestety się sprawdziły. Nie dość, że kilka minut po naszym przybyciu, odjechał wypełniony autokar, to jeszcze wielu ludzi czekało na kolejny. A jak dowiedzieliśmy się od kierowcy, większość miejsc na następny była już wykupiona. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu czekać na autokar, w którym może nie być dla nas miejsca. Podjęliśmy decyzję o powrocie pociągiem. Wyobraźcie sobie nas. Zmęczeni i obolali po długiej trasie, stanęliśmy w obliczu jazdy pociągiem, który do Krakowa jedzie około 4 godzin, podczas, gdy autokar około dwóch. A jedyne o czym marzyliśmy w tamtej chwili, to znaleźć się w mieszkaniu jak najszybciej.

W końcu przyjechał pociąg i mogliśmy rozpocząć naszą podróż z PKP. Pozytywna w tym wszystkim była możliwość rozłożenia i zdrzemnięcia się na zmianę, na “wygodnych” fotelach, co też uczyniliśmy. 🙂 Do mieszkania dotarliśmy około północy.

Podsumowanie

Bez żadnego wahania poszłabym tym szlakiem ponownie. Dla zmęczenia, dla przygody, dla tych widoków, które wynagradzają wszystko… Granica dwóch tysięcy metrów została przekroczona. Czas na zdobywanie kolejnych wysokości.

Przebieg naszej trasy, znajdziecie tutaj.

Ciągle szuka swojego miejsca na świecie, a opisywanie przebytych wędrówek i podróży jest "lekarstwem" na jej introwertyzm. Uwielbia utrwalać piękne miejsca i niepowtarzalne momenty na fotografiach. Jest uzależniona od muzyki, trochę kucharzy i rozmyśla, które miejsce będzie kolejną destynacją.

Zobacz moje codzienne zdjęcia na tookapic

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *